Spacja w krainie wiecznych łowów. Śrubka uratowana.

WYKALKULOWANY CUD.

Niedziela, 19 maja 2013 (13:02)
Autor:
awatar constans

Podobno poznaniacy to Szkoci wygnani z ojczyzny za skąpstwo.Czyżbym miała jakieś ichnie geny? Ale póki dojdziemy do mojej przywary, zacznę z innej mańki

„A pies ci mordę lizał”.. No ni jak nie mogę zrozumieć owego złośliwego życzenia. Jedynie „morda” ma wydźwięk negatywny. Ale samo lizanie przecież nie jest złe. Koty mruczą, pies liże a człowiek. Człowiek wymyśla takie głupoty. I męczy. I dręczy. Ostatnio Młody, ze łzami w oczach oznajmił, że oto widział w rzecze płynącego, nieżywego psa, który miał związane łapy. Mi też się łzy zakręciły. Ktoś kiedyś powiedział, że  miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do zwierząt. W związku z powyższym wiem, że moje dzieci mają duże pokłady człowieczeństwa. Ale tego trzeba uczyć od małego.Wyssać z mlekiem matki. Albo ojca. Bo Małż bardzo kochał psy. Bardzo. Tak bardzo, że kiedy urodziła nam się córka, chciał nadać jej imię swojej suki, którą miał w dzieciństwie. Fak..t. Zwierzę nosiło wdzięczne  imię kobiety. Ale naboga. Miej człowieku litość dla swego dziecka. Sie nie zgodziłam. To chyba jasne.

W moim przypadku zawsze miałam kota na punkcie kota. A że nie miałam rodzeństwa, całą swą miłość przelewałam na braci mniejszych. Jeżeli już miałam jakiegoś kotka to go tak kochałam, że potrafiłam wcisnąć go w śpiochy i wozić w wózku. W związku z tym byłam zawsze podrapana, bo  zwierzę wyrażało swój sprzeciw. Jednak w żaden inny sposób nie znęcałam się nad nimi. A  psy.

Ostatnio… przez całą zimę… wynosiłam moją sunię na podwórko za potrzebą, bo w ogóle nie mogła utrzymać się na łapach. Wcześniej byłam u lekarza.  Zbadał, prześwietlił i orzekł… stara..  słabe kości…  zwyrodnienie kręgosłupa… i duża nadwaga. To mogło być przyczyną paraliżu. No tak. Zawsze wyżerała karmę wszystkich kotów, nie dbając o linię. Podejrzewałam ,że to z zazdrości. No to postanowiliśmy ją uzdrowić  w sposób dość drastyczny. Odchudzić. No i się udało. Teraz biega po ogrodzie i przegania koty.

A one też chorują. A jakże. Właśnie ostatnio, po tygodniu nieobecności, zjawiła się siedmiomiesięczna Spacja. Była bardzo słaba, ale jeść niczego nie chciała. Młody zawinął kotka w kocyk i na sygnale pojechaliśmy do przychodni. Niech ratują, lub skróca cierpienia. A tam kolejka. Jak na ostrym dyżurze. I taki widok to mnie nawet ucieszył, bo wróciła mi wiara w ludzi. Ale z kotkiem to byłam tylko ja.

Spacja była taka wycieńczona, że żadne psy nie robiły na niej wrażenia. Kiedy spoczęła na stole, pani doktor zaaplikowała jej kroplówkę. Jednak miała duże problemy z wkłuciem wenflonu. Młody tego nie wytrzymał i wyszedł. Mężczyźni. Ja dzielnie trwałam. Potem prześwietlenie. Zastrzyki. Dwie godziny ratowano jej życie.   Konsylium orzekło, że przetoczenie krwi byłoby zbyt niebezpieczne, bo z trafieniem w grupę kocią są niejakie problemy.

A ja w duchu szeptałam zdrowaśki… nie o zdrowie kota… ale o to, żeby mi kasy wystarczyło, bo jakoś tak nie miałam sumienia na początku pytać, ile to ratowanie będzie kosztować. Jednak zachowałam pokerową twarz i gdy doktorka orzekła, że tu już nic nie można więcej zrobić… no ewentualnie eutanazja by wchodziła w grę… powiedziałam senkju wery macz, ale wolę aby odeszła w domu rodzinnym. Zabrzmiało to dość patetycznie, ale mój rozumek kalkulował kolejny koszt zastrzyku. Zawinęłam więc  Spację w kocyk.  pani dołożyła mi rękawicę z ciepłą wodą, bo to podobno pomaga w odchodzeniu, uiściłam opłatę i wróciłam do domu.

Rozpaliłam w kominku… choć było gorąco… ale wiadomo, rękawica stygła. Położyłam Kotełka w pobliżu rozchodzącego się ciepła. Starszemu kazałam wykopać dołek,  bo przecież kotka nocy nie przeżyje, więc będzie jak znalazł. Sama udałam się do obrządku. Pozostałe 11 kotów czekało na kolację. A rano. Na kocyku leżała tylko zielona rękawica wypełniona wodą a Spacja bawiła się w kuchni papierkiem od cukierka. Cud po prostu cud. Czyż to nie zaskakujące, że  moje skąpstwo ocaliło jej życie?

*******************************************************************************************

Dziś Spacji już z nami nie ma, bo skończyła , jak zresztą większość moich kotów, pod kołami samochodów. Ale ja i tak mam pełne ręce roboty, bo rodzą się coraz to nowe kocięta. Teraz mam na wychowaniu maluteńką Śrubkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Matka jej się wyrzekła, więc ją podstępnie złapałam ( była dzika ) i spełniam misję ratowania. Jest bardzo wychudzona ale pomału wraca do formy. Najśmieszniejsze jest to, że łazi za mną jak pies i bardzo muszę uważać, aby na nią nie nadepnąć. Reszta towarzystwa kociego próbuje ją zaakceptować, tylko Poco nie miał z tym większego problemu. Od razu zabrał się za mycie kociaka. I choć ona się wyrywa, przytrzymuje ją dość skutecznie.Oto On.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciekawa jestem jak zareaguje mój Małż na nową mieszkankę. Kiedyś mi powiedział, że powinnam być starą panną, bo tak kocham koty. Ale ja szybko odpaliłam, że on też byłby wówczas starym kawalerem  i w życiu by nie wiedział, co  stracił. A tak mnie ma i koty ma. Nawsiegda.

  16 comments for “Spacja w krainie wiecznych łowów. Śrubka uratowana.

  1. ~Pani S.
    8 sierpnia 2014 o 08:43

    Zwierzęta kocham szaleńczo. Dostaję białej gorączki i histerii, widząc, jak ktoś robi im krzywdę. Kiedy mój stareńki owczarek uległ paraliżowi, wynosiłam czterdziestokilogramowego psa na podwórko, żeby dać weterynarzowi szansę na odwrócenie tego stanu. Niestety się nie udało i trzeba było podjąć ostateczną decyzję, ale dzisiaj żyję w poczuciu, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Zapłaciłam za to zrujnowanym kręgosłupem, jednak drugi raz zrobiłabym to samo. Inaczej nie mogłabym się oglądać w lustrze.

    • 8 sierpnia 2014 o 09:08

      Bardzo mi przykro … rzeczywiście miałaś co dźwigać :( moja sunia jest pinczerem, więc nie była aż taka ciężka .. dokładnie nie wiadomo ile ma lat, bo ją przygarnęłam z ulicy, ale jest już ślepa i głucha… ale jaka kochana :) Tylko raz musiałam uspać swego psa… bardzo cierpiał… do dziś pamiętam to uczucie bezradności :(

  2. Mucha42
    8 sierpnia 2014 o 10:13

    Kochany Conscu bardzo szkoda tych Twoich kociaczków co włażą pod samochody. Moje na szczęście tego nie mają. Śrubka jest cudowna. Ja myślałam że mam dużo kotów, jednak mnie przebiłaś. U mnie zjawił się jeszcze jeden maluch, ma dopiero cztery dni. Pozdrawiam

    • 8 sierpnia 2014 o 11:39

      Muszko :) siła wyższa niestety, bo za ogrodem przed domem mam drogę przelotową :( Obecnie mam 6, które stołują się w domu, i 5 które dostają jedzenie na podwórku.. plus dwa psy… no i rybki ( ilość niepoliczalna ) ;) ale Ty mnie przebiłaś, bo masz przecież Karolka :) Uściski :)

  3. ~miro
    8 sierpnia 2014 o 10:30

    A ja właśnie boleję nad bolesną stratą.Wczoraj przyszła moja ex(wiadomo podczas mojej nieobecności)i buchnęła jedną świnkę morską.Na szczęście zostawiła ,,babeczkę” Matyldę. Matylda właśnie najadła się mleczy i leży ,,bykiem”-jest czarna jak diabeł i przekochana.No to sijju lator aligator Consiu :)

    • 8 sierpnia 2014 o 11:45

      Miro :)wiesz… na buchnięcie świnek z rodzinnego domu powinien być paragraf… hym.. ciekawa jestem jak się sprawdza płeć u takiej świnki morskiej ;) Ciaaaał :)

      • ~miro
        8 sierpnia 2014 o 12:09

        No z tym nie ma problemu(podobnie jak u ludzi)-ona odpowiadała na jego zaloty albo obojętnością albo sikała na niego.Natomiast gdy jej posprzątałem w klatce przyjęła mrucząc pozycję coś jakby zaproszenie do kopulacji????Nie skorzystałem ale miło z jej strony.No to ahoj(czeski akcent) :)

        • 8 sierpnia 2014 o 12:19

          hymm… sikała na niego?… hym… rzeczywiście podobnie jak u ludzi ;) co do zaproszenia… widocznie przypominasz świnkę morską w rozmiarze XXXXXL ;) ahoj z Tobą (mix czeski i polski ) :D

  4. 8 sierpnia 2014 o 12:18

    Ja akurat kociarą nie jestem, ale moja ś.p. przyjaciółka była. I wyobraź sobie, że jak ona nagle zmarła w zeszłym roku to i jej koty później też, dwa zdechły, a jeden uciekł. Szok! My mamy psa na podwórku:)

    • 8 sierpnia 2014 o 12:22

      Takie przywiązanie do człowieka może być dla nas szokiem… czytałam o psie, który po śmierci właściciela przesiadywał przy grobie… ludzie nosili mu jedzenie :(

  5. ineczka
    8 sierpnia 2014 o 16:59

    ojeeeej, toż jakbym o sobie czytała…..uwielbiam takie cudowne ozdrowienia u kotów :) moje kocham miłością szaleńczą i trochę matczyną…. :) dzisiaj deszczowo, więc całe stado unudzone i szaleje po chałupie :)

    • 9 sierpnia 2014 o 13:01

      Ineczko :) wszak koty mają dziewięć żyć ;) ciekawa jestem liczebności tego stada ;)

  6. 8 sierpnia 2014 o 17:38

    No to masz ładne stadko do wykarmienia. Kiedyś hodowałam chomiki, ale daj spokój, co dwa lata żałoba, tak się żyć nie dało. No bo weź -karmisz, tulisz, głaszczesz, uczysz spać w kieszeni, kapturze i z chwili na chwilę kaput?! Miarka się przebrała i w końcu pojawił się kot Filemon… I kocham tego diabła ponad wszystko i mimo wszystko. :) :) Pikne te Twoje kotojki ;)

    • 9 sierpnia 2014 o 13:12

      wiem co czułaś, bo też miałam kiedyś chomiki… jeden wziął nogi za pas a drugi nogi wyciągnął :( Filemon, ładne imię :)

  7. 8 sierpnia 2014 o 19:29

    Lubię koty i psy . Ale taka ilość mnie przeraża, jak ty to towarzystwo ogarniasz?

    • 9 sierpnia 2014 o 13:13

      wiesz… czasami sama sobie się dziwię, skąd ja mam takie pokłady cierpliwości do tych swoich futrzaków :)nie mogę u Ciebie dodać komentarza… error wyskakuje :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *