Luty, napięcia i nawilżania typu różnego. Czas na zmiany.

Luty mija pod znakiem napięcia, wszelkiego. Z konkursu nie zadzwonili i już raczej się nie dodzwonią. Otóż, komórka moja osobista wysunęła się z kieszeni i wpadła  w kałużę podczas wysiadania z rakiety. Szybciutko ją wyciągnęłam, lecz niestety była wodoszczelna inaczej. Inaczej,gdyż wody wpuszczonej do środka, nie wypuściła, o czym dowiedziałam się nieco później. Mam nadzieję, że nie za późno. Teraz leży wybebeszona na źródle ciepła i  dochodzi do siebie. Nie wiem jak długo te wczasy będą trwały.

Dość nerwowo było również, gdy starałam się odzyskać dostęp do poczty. Hasło zmieniłam pod koniec ubiegłego roku. Oczywiście zapisałam wszyściutko na leżącej nieopodal gazecie. Potem miałam przepisać to do notesu, lecz nie zdążyłam. Gazeta znikła. Ambafatima. Próbowałam odświeżyć swoją pamięć, cofnąć się w czasie, ale nichuchu. Zrezygnowana postanowiłam założyć nowe konto, jednak okazało się, że adres był przypisany do bloga i nie mogę go zmienić ot tak. Próbowałam wysłać sms-a z wołaniem o helpa, jednak wcześniej byłam tak ” przebiegła” że nie podałam numeru komórki, bo a nóż zarzucili by mnie spamem lub wykorzystali do niecnych celów. No tak. Moja ręka niewątpliwie wylądowała w nocniku.

Ostatnią deską ratunku była rozmowa z konsultantem. Dobrze, że trafiłam na wyrozumiałą dziewczynę, która moich chaotycznych tłumaczeń nie puściła mimo uszu i pochyliła się ze zrozumieniem, nad spanikowaną petentką. Rzecz jasna zadawała mnóstwo pytań dotyczących konta. Dacie wiarę… nie mogłam przypomnieć ŻADNEGO z adresów ludzi, z którymi korespondowałam.Suma sumarum odzyskałam swoją pocztę, a nowe hasło znam na pamięć i możecie mnie w nocy o północy wyrwać ze snu, a wyśpiewam wszystko bez zająknięcia.

Poza tym dotarliśmy z Małżem do skrzyżowania dróg życiowych. On wybiera jedną, ja drugą. Jego argumenty, aby przeciągnąć mnie na swoją, są dość przekonujące, ale moja intuicja mówi zupełnie co innego. Tylko jak przekonać pragmatycznego chłopa, że MAM PRZECZUCIE, iż ta bardziej „zakrzaczona” ścieżka doprowadzi nas do lepszego jutra. Niestety On upiera się przy autostradzie… na dodatek oświetlonej. Ech.

Jedynym, zupełnie lajtowym czasem, w  tym napiętym jak baranie jaja miesiącu, było spotkanie z Reniaczkiem. Przez trzy godziny doładowałam się pozytywnie i wszystko ze mnie spłynęło. Tematy poruszane przez nas, wcale nie były lekkie i przyjemne, lecz pomimo to, moja Przyjaciółka działa na mnie, jak balsam na wyschnięte powłoki życiowe. A na dodatek wzmocniła owe działanie, ofiarowując mi kosmetyki nawilżające, z okazji minionych imienin, o których tylko ona z Adaśkiem, zawsze pamiętają. Ha! Nawet i ja często o nich zapominam.

A juto tłusty  czwartek, a ja zamiast zagniatać ciasto, klikam w klawiaturę. Nie dążę do stworzenia idealnych pączków, jak co roku od kilku lat. Większość ludzi nie zauważa wcale, co się dla nich robi. Dopóki się nie przestanie. Ciekawa jestem reakcji synów, jak będą musieli je kupić. A tak naprawdę to trzeba coś w swoim życiu zmieniać, a nie być tak nudną i przewidywalną matką, żoną i k……. , kurą oczywiście.

Jutro dam zarobić swemu spożywczakowi, pomimo tego, że nie docenili moich twórczych zapędów. Chciałoby się rzec fakju, ale się nie zniżę do krawężnika i rzeknę fenkju.

A wam wszystkim wołam SMACZNEGO i oby do następnego.

 

  20 comments for “Luty, napięcia i nawilżania typu różnego. Czas na zmiany.

  1. 22 lutego 2017 o 20:20

    Z okazji tłustego czwartku nie idę na siłownię :) pączki kupię albo mama mnie obładuje całą paczką kalorii – a co… w końcu schudłam 10 kg więc mogę pchać w zadek

    • 25 lutego 2017 o 19:11

      Jaga, jak schudłaś AŻ tyle, to na grzechy tłustego czwartku można przymknąć oczy ;)

  2. 22 lutego 2017 o 20:50

    Nie noś komórki w kieszeni jak jakaś małolata!
    Ja tam pączków tez nie robię, leniwa jestem, zresztą najlepsze robiła moja babcia i nic tego nie przebije, moze mąż kupi . Nie jest to moje ulubione ciastko, jak dla mnie może kupić serniczek…zresztą ostatnio tak się opycham, że strach ;-) Na wiosnę powinno sie tracić apetyt, więc chyba wiosna daleko…

    • 25 lutego 2017 o 19:12

      Jotka, mądra polka po szkodzie ;) Pączki mojej mamy też były najlepsze na świecie :)

  3. 22 lutego 2017 o 21:31

    Hyhyhy tylko mam nadzieję, że nowe hasło to nie jakaś data, albo skrót klawiszowy :D co do telefonu i tak należy się cieszyć, że przeżył upadek, dzisiejsze cuda techniki bezczelnie pękają przy upadku na puchowe dywany z wysokości 5 cm. Dzielny Twój.
    Teraz rzucę herezją ale kupne pączki dla mnie zawsze były lepsze niż domowe. Po prostu uwielbiam te gumowate ciasto, a nie takie świeże miękkie i smażone na tłuszczu, który nie pamięta epoki wiktoriańskiej.

    • 25 lutego 2017 o 19:21

      Kalendarz w moim telefonie kończy się w 2030 roku, więc mam nadzieję, że pociągnie jeszcze troszkę. Zaiste masz wyszukany gust kulinarny, bo po Tłustym Czwartku stwierdziłam z całą stanowczością, ze jednak swoje, nawet najbardziej nieudane, są lepsze od tych właśnie, wspomnianych przez Ciebie gniotów.

  4. ~2lucia
    22 lutego 2017 o 21:36

    Nigdy samodzielnie pączków nie piekłam a w Italii je się w tłusty czwartek ravioli z masą kasztanową. Paczki uwielbiam najlepiej od Bliklego. Tak, e sobie pomarzę i zjem coś innego równie kalorycznego.
    Skrzyżowanie dróg może doprowadzić do zawrócenia w przeciwne strony czego Ci absolutnie nie życzę. Buziaki

    • 25 lutego 2017 o 19:23

      Luciu, w sumie ja nie przepadam za pączkami, lecz tradycja rzecz święta ;) Ściskam :)

  5. 23 lutego 2017 o 12:47

    A mój telefon dorwał dziś wnuk i mi zablokował. Na szczeście tylko na minutę, ale miałam ochotę go ugryźć. Ale jak tu gryźć taką małą słodycz? Bo pączka też chyba dziś nie dziabnę, nie mam szans wyjśc z domu. A piec nie zamierzam. Natomiast co do drogi…hm… ja tam wolę krzaczaste, ale kto zrozumie faceta?

    • 25 lutego 2017 o 19:32

      Choć wnucząt jeszcze nie posiadam, lecz wierzę, że masz ochotę schrupać takiego Słodziaka ;) Co do wyboru drogi, wpadłam na pewien pomysł, jak go zrealizuję, to się pochwalę ;)

  6. 24 lutego 2017 o 22:03

    Jak ja dawno nie byłam u Ciebie ;)
    Mnie ostatnio ciągle wykorzystują i ciągle piekę, a to sernik, a to babki, ciasteczka a w tłusty czwartek usłyszałam, Martuś droga a pączków nie zrobiłaś? Rada, nikomu nie mów że uwielbiasz piec bo sprawia Ci to przyjemność hehehe. Pozdrawiam

    • 25 lutego 2017 o 19:35

      Marto, witaj po przerwie :) Oczywiście nie powiem nikomu, bo ja jednak nie uwielbiam piec ciast. Ot, mogę upiec niedzielne ciasto, lub w porywach drożdżowe bułeczki, ale na tym koniec. Ściskam :)

  7. 24 lutego 2017 o 23:08

    Ja pączków nie piekę, mam tyle różnych innych zajęć, że mi się najzwyczajniej w świecie nie chce, chociaż wczoraj postanowiłam wypróbować taki szybki przepis z serków homo, który znalazłam na FB, no przyznaję nie włożyłam w to serca, ale w smaku były całkiem niezłe ;) będzie trzeba w przyszłości go trochę zmodyfikować, znaczy się poeksperymentować :)
    Kombinuj kochana i użyj swoich wdzięków, żeby małża przeciągnąć na krzaczaste ścieżki, bo moje przeczucie mi mówi tak jak Tobie, że to jest dobry wybór.
    Co do haseł to Cię doskonale rozumiem, bo miałam podobny problem, ale mąż mi zainstalował taki program co to zapamiętuje wszystkie hasła i wszędzie sobie wchodzisz bez problemu, należy pamiętać tylko jedno hasło do tego programu, który otwiera furtkę dalej. Jak dla mnie świetne rozwiązanie :)

    Buźka :*

    • 25 lutego 2017 o 19:38

      Gabuniu, wiem o jakim przepisie piszesz. Kiedyś robiłam te pączusie i nawet mi smakowały :) Będę próbować przeciągnąć Małża na swoją stronę, ale coraz trudniej go do czegokolwiek przekonać :( Cmok, cmok :*

  8. 26 lutego 2017 o 19:42

    Z konkursami niestety często tak jest. Nikt nie dzwoni. ;)

    • 28 lutego 2017 o 18:16

      Ech, widocznie moje szczęście do konkursów jeszcze śpi snem zimowym… będę musiała spróbować wygrać jakiś konkurs wiosną ;)

  9. 27 lutego 2017 o 10:23

    Tak na przyszłość, choć oby sie nie przydało, to zamoczoną komórke trzeba jak najszybciej rozebrac i wyciągnąc baterie, a potem w suchym ryżu trzymac. Core kiedy wepchnieto do basenu z komórka w kieszeni.. pomogła kuracja w ryżowym spa…
    I jak wam tam wyszło z tymi drogami? udało się mapę zaplanowac?

    • 28 lutego 2017 o 18:20

      Loonei, wobec tego trzeba ze sobą nosić woreczek z ryżem ;) W mojej przepastnej torbie miejsce by się znalazło, więc kto wie, czy nie doładuję torby tym zestawem emergency ;)

  10. 27 lutego 2017 o 15:10

    Och, podziwiam – tak pączki piec! Ja niestety należę do złych kobiet, które nie wiedzą którędy do kuchni. Myślę, że gdybym coś znienacka upiekła wprawiłabym wszystkich w permanentny stupor. (zostawię to sobie na późniejsze lata, bo jak sama piszesz trzeba się zmieniać).
    Co do haseł, podobnie jak piny doskonale wszystkie zapamiętuję, bo ja najlepiej zapamiętuję wszystko co durne i nie ma sensu. Za to, jeśli mam ugotować najprostszą zupę – sięgam po notatki.

    • 28 lutego 2017 o 18:26

      Boszsz… jakież ciekawe i zaskakujące musi być życie z taką kobietą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *