Amplituda życiowa. Drugie imię pierwszej żony.

A jednak pierwszy kwietnia w tym roku zrobił mnie w jajo, gdyż albowiem śliczna pogoda, która wówczas trwała, dawała nadzieję na totalne ocieplenie. Naładowana prima aprillisową witaminą D, dostałam takiego pałera, że powynosiłam wszystkie znienawidzone, zimowe okrycia, barchany i takietam.O! o! o! conskowa naiwności! Zaraz potem, przez kolejne kilkadziesiąt dni, budziłam się z ręką w nocniku, albowiem zasypiałam z wiarą, że oto rankiem obudzą mnie promienie słońca niosące tak wyczekiwane ciepełko.Ba! Zatęskniłam nawet za znienawidzoną muchą Zombi.

A w tak zwanym międzyczasie…. powyciągałam z powrotem zimowe trzewiki i kominowe miotacze szyjne, gdyż wyjeżdżając do pracy, tuż po piątej, marzłam przeokrutnie.

Tak. Mogę stwierdzić z całą stanowczością. Wpadłam w rów Marjański. A gdy już, już powolutku odbijałam się od dna, wówczas miesięczna obecność Małża, który właśnie stracił pracę, skutecznie wbijała mnie z powrotem w muł.  A dziś nadszedł oczekiwany przełom. Małż w końcu wyjechał do pracy. Co prawda wrócił do firmy, którą porzucił pół roku temu, z powodów o których mu przypominałam. Ale cóż. On ma pamięć rybki akwariowej, więc powrócił na stare śmieci. Z dwojga złego, wolę go narzekającego przez telefon, niż sfrustrowanego, jęczącego i  snującego się po domu niczym dusza potępiona.

Wczorajszy dzień w końcu doprowadził do tego, że wyciągnęłam mężowski leżaczek i się na nim pięknie wyciągnęłam. Co prawda jeszcze nie w stroju do opalania, ale jednak. Dziś natomiast, zaraz po wygrzewaniu się na słoneczku, przez nasz rejon przeszła taka burza żejacieciociupierdziele. Nastąpiło oberwanie chmury. Grzmoty i pioruny tak mnie naładowały dodatnio, iż w końcu odkurzyłam swój blog. I co widzę. Linka mnie przywołała do porządku. Głupio mi się zrobiło, bo pewnie myśleliście, że poszłam w długą z odgrzebaną spod jabłonki forsą i szaleję na zagranicznych szopingach. Nie te lata panowie i panie. Oj nie te. Pragmatyzm to moje drugie imię. Prawda jest taka, że postanowiliśmy rozbudować dom. Podejrzewam, iż za jakiś czas, będę was zanudzać sprawozdaniami z placu budowy.

Teraz rozmyślam co, gdzie i jak bym chciała. Będzie to trwało czas jakiś, zanim  fachowiec zweryfikuje moje projektanckie zapędy. No tak, jakie to życie potrafi być nieprzewidywalne. Prosto z rowu pod niebiosa.

 

 

 

 

 

  26 comments for “Amplituda życiowa. Drugie imię pierwszej żony.

  1. 8 maja 2017 o 05:15

    Czekam na sprawozdania z placu budowy.
    Pozdrawiam. :) .

    • 8 maja 2017 o 19:44

      Sprawozdania będą, ale jak znam życie, to jeszcze wiele burz przejdzie, zanim dopnę sprawy urzędowe z tym związane. Serdeczności :)

  2. ~linka
    8 maja 2017 o 06:26

    Tyle lat studiów i w końcu udało mi się kogoś zmotywować :-D trzymam za słowo bo osobiście uwielbiam tematykę remontową. Dzieją sie różne cuda wtedy jak otwieranie wina wieszakiem, znajdowanie trupow w ścianach, czy notoryczne wskakiwanie Radia Maryja na przenośnym radiu…
    I tak wstawanie o 5 jest słabe.

    • 8 maja 2017 o 19:47

      Linka, ciesz się, bo gdyby nie Ty… Wstaje grubo przed piątą, a o piątej już jestem w drodze.Sama się sobie dziwię, że daję radę ;)

      • 8 maja 2017 o 20:20

        Na Ozyrysa a myślałam, że ja jestem kozak z moim codziennym wstawaniem… Jak łapią mnie myśli, żeby rzucić to wszystko w pizdu (azaliż nie chowałam się w burdelu, ale ten kolokwializm pasuje tu idealnie) i wyjechać na Jamajkę to puszczam sobie ten filmik
        https://www.youtube.com/watch?v=ZtLlfdyDySY

        • 8 maja 2017 o 21:30

          Nie no… mega nakręcający amerykański filmik… i już już miałam zapamiętać, wdrożyć w życie wstawanie o drugiej w nocy by biec po swoje marzenia, ale… ostatnie zdanie ” pracuj ciężko, a zyskasz wszystko czego pragniesz” mnie przystopowało, wszak znam je w rodzimej wersji ” pracuj ciężko, a garb ci sam wyrośnie”

          • 8 maja 2017 o 21:49

            Hyhyhy dlatego trenerzy motywacji nie mają w Polsce racji bytu, a ten koleś jest jednym z popularniejszych na świecie i za prawienie frazesów przez godzinę zarabia tyle co ja yyy… yyy… dobra może dożyję do emerytury to wtedy tyle zarobie. Przyznać muszę, że najbardziej jara mnie kawałek z „Ostatniego Mohikanina” :D

            • 8 maja 2017 o 22:15

              Muszę się do czegoś przyznać, otóż amerykańska książka „Sekret” uczyniła mnie innym człowiekiem, za co jestem wdzięczna. Jednak ten filmik to jak dla mnie za wiele. No, może gdybym się najarała, to bym nie myślała tak typowo, po polsku ;) Co do kasy… uwierz, on to dopiero ma problemy, gdzie ją bezpiecznie ulokować, aby go nie oskubali…Taaaaa. To miała być taka forma pocieszenia.No.

              • ~Linka
                9 maja 2017 o 06:58

                Tja te problemy trzeciego świata ;-) film dokumentalny na bazie książki też jest i film o tym samym tytule niezwiązany z książka również. Choć teraz już nie pamiętam, czy to aby nie wina polskiej dystrybucji, która zatrudnia mało kreatywnych ludzi.

  3. 8 maja 2017 o 09:17

    Ucieczka na zagraniczny shoping byłaby ciekawsza , a zimno i deszcz to już taka nuda, wszędzie jest zimno i pada i zimno i pada. Co tam remot, ja chyba będe musiała szklarnię postawić, bo mi rośliny na tarsaise marzną.

    • 8 maja 2017 o 19:54

      Anno, nie wątpię, że byłoby ciekawiej. A tak będzie tylko piach, cement i cegły. A mnie jest szkoda skulonych bocianów :(

  4. ~Urmila
    8 maja 2017 o 12:12

    Trzymam kciuki za prace budowlane. Osobiście uwielbiam takie zmiany, więc życzę Ci samych pozytywnych myślokształtów w zakresie aranżacji przestrzeni i dobrej pogody. Pozdrawiam.

    • 8 maja 2017 o 19:57

      Urmilko :) dziękuje za życzenia. Oby przynajmniej druga ich część się czym prędzej spełniła. Serdeczności.

  5. 8 maja 2017 o 12:43

    Uwielbiam remonty….z daleka;-)

    • 8 maja 2017 o 19:58

      O to to. W tej kwestii dystans jest bardzo wskazany ;)

  6. 8 maja 2017 o 18:39

    I słusznie Linka zrobiła, boś leniwa kobieto, że nie wiem co…
    Relacje remontowe trawię, w ogóle remonty lubię oglądać w Tv, u siebie bynajmniej ;-)
    Więc nie wyleguj się, tylko pisz…

    • 8 maja 2017 o 20:00

      Jotka, posypuję głowę popiołem.. nic mnie nie usprawiedliwia niestety :(

  7. ~loonei
    8 maja 2017 o 18:51

    Wow.. oby twoja rozbudowa poszła sprawniej niż moja! Mimo posiadania prywatnego murarza..a moze właśnie dlatego, bo to jak z tym szewcem co bez butów chodzi… moja rozbudowa trwaaa trwaaa i trwa..a najbardziej stoi! Strop na przybudówce był wylewany w dzień katastrofy tupolewa! to se policz!!
    Robi nas wiosna w jajo, oj robi! Oby lato nie miało podobnego poczucia humoru!

    • 8 maja 2017 o 20:03

      Loonei, toż Ty musisz być bez żółci :D A może wynajmij brygadę remontową i niech mąż zapłaci ;)

  8. 8 maja 2017 o 21:27

    już Ci zazdroszczę. Uwielbiam remonty. Budowy i rozbudowy. Cudo i marzenie.

    • 8 maja 2017 o 22:14

      Już Ci mówiłam, że następny remont u mnie masz jak w banku , Jaga:-)

    • 8 maja 2017 o 22:18

      Jaga, ja również uwielbiam, ale dopiero jak się skończą.

      • 9 maja 2017 o 21:34

        A najbardziej mnie kręci myśl o zmianach :) zmianach :) zmianach :) lubię to !! Jestem w trakcie remontu – nieco wymuszonego, bo komin pękł i trzeba było reanimację przeprowadzać. Więc skoro mi rozpruli ścianę więc korzystam :)

        • 16 maja 2017 o 19:10

          Najważniejsze, że jak widzę jesteś przeszczęśliwa z tego powodu :)

  9. 10 maja 2017 o 17:08

    Będziecie dom rozbudowywać? Czyżby coś w drodze było?

    • 16 maja 2017 o 19:17

      Boja, dotychczas żadne z moich dzieci się nie pochwaliło, więc nie przewiduję szybkiego powiększenia rodziny. Ale rzeczywiście, ta rozbudowa jest z myślą o rozmnożeniu, bo wierzę, że kiedyś niejednokrotnie zostanę babcią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *