Jak dobrze mieć sąsiada 5. Wart pac pałaca.

 ciąg dalszy ….. poprzedniej historii ………..
Jacek wpadł do domu, złapał za kluczyki od auta leżące na stoliku i już miał wybiec z domu, gdy usłyszał dzwonek telefonu. Chciał zignorować dźwięk, lecz pomyślał o Konstancji i o tym, że być może zrezygnowała z chęci użycia prezerwatywy i chce, by wrócił. Podniósł słuchawkę z nadzieją, że usłyszy głos kochanki. Po drugiej stronie piekliła się żona .
- Do cholery, gdzie ty łazisz? Dzwonię i dzwonię a ciebie nie ma .
- Wyszedłem do sklepu a komórka się ładowała- skłamał na poczekaniu
- Ale jesteś trzeźwy – bardziej stwierdziła niż spytała. - Bo musisz koniecznie przyjechać po nas na dworzec – ciągnęła dalej nie czekając na odpowiedź. - Justynka się rozchorowała. Byłam u lekarza, ale nic groźnego nie znalazł. - tłumaczyła dalej. - Będziemy na dworcu o piątej - skończyła. Mężczyzna spojrzał na zegarek. Była czwarta trzydzieści.
- Pół godziny to zbyt mało – usłyszał swój głos.
- Co mówisz?- krzyk Anki sprowadził go na ziemię. - Mało na co?- dopytywała.
-  Miałem coś ugotować – odetchnął z ulgą, bo wymówka wydała mu się dość prawdziwa.
- Dobra. Muszę kończyć, bo coś przerywa – zakończyła rozmowę. Jacek oparł się o ścianę - Kurwa mać! - zaklął. Złapał za komórkę i wycisnął numer sąsiadki. Przycisnął aparat do ucha, lecz długi sygnał nie dawał nadziei na połączenie. Zdenerwowany wybiegł z domu.
*                                          *                                  *                                 *
 Konstancja patrzyła w ekran telewizora, ale jej myśli były zupełnie gdzie indziej. Przed chwilą wyszła od niej Anka. Wpadła pożyczyć czopki przeciwgorączkowe dla Justynki. W skrócie zrelacjonowała pobyt z małą na wczasach oraz nagłą chorobę córeczki.Teraz wszystko było jasne. Jacek nie przyszedł, bo pojechał po rodzinę. – No tak… fajnie było ale się skończyło - podsumowała dzisiejszy dzień. Kiedy dzieci już spały, wyciągnęła wibrator i włączyła wyobraźnię.
*                                        *                                     *                                *
 Następnego dnia, tuż przed południem, Anka z córeczką zawitała u Konstancji.
- Dużą kawę poproszę – zawołała, gdy spostrzegła sąsiadkę siedzącą na werandzie.- Mam ci tyle do powiedzenia – uśmiechnęła  tajemniczo i puściła oko do gospodyni.
- A jak mała? Już lepiej? – Konstancja spojrzała na dziewczynkę biegnącą w kierunku jej dzieci, bawiących się w piaskownicy.
- Wszystko w porządku. Jeszcze wczoraj miała gorączkę, a dziś nic. Jak ręką odjął. Normalnie jakby rozchorowała się mi na złość – westchnęła siadając przy stoliku.
- Jak to, na złość?- Konstancja zatrzymała się przed wejściem do domu.
- Dobra, dawaj kawę to ci wszystko opowiem – ponagliła koleżankę.
 Kawa Anki zdążyła już ostygnąć, a na kawałku szarlotki stojącej tuż obok przysiadła mucha. Konstancja patrzyła na owada przemieszczającego się z trudem po lukrowanej powierzchni, która w takim upale rozpuściła  dość szybko. Chciała machnąć ręką, by odgonić bzyczącego amatora słodkości, lecz w porę powstrzymała dłoń.

- Kesi. Czy ty w ogóle mnie słuchasz? – Anka spojrzała na koleżankę.

- Oczywiście, że słucham.

- To dlaczego nic nie mówisz?- przechyliła nieco głowę, aby lepiej widzieć Konstancję w zachodzącym słońcu.

- Czekam aż skończysz? - gospodyni  wyjaśniła  - A jak on dokładnie wyglądał? – udała większe zainteresowanie. – Jakie miał oczy? – spytała.

- A bo ja wiem? Ciemne jakieś. Chyba piwne? – Anka przymknęła powieki i przeciągnęła się niczym kot - Co tam oczy. Język, język miał taki twardy, że nawet sobie nie wyobrażasz – westchnęła- Po prostu traciłam świadomość, kiedy mnie lizał. Odlot totalny. Mówię ci – uśmiechnęła do swoich wspomnień - Jeszcze teraz na samą myśl, mam dreszcze – położyła dłonie na udach i przesunęła w kierunku szortów. Wreszcie upiła łyk kawy i zerknęła na szarlotkę. - A u ciebie co? Działo się coś fajnego?- spytała zatapiając łyżeczkę w lukrze w celu wyłuskania zatopionego owada.

- Nie. Zupełnie nic.-Konstancja zapewniła za szybko i za głośno. Anka spojrzała z zaciekawieniem na koleżankę, która nerwowo poruszyła się na krześle.

- Ej Kesi, chyba coś ukrywasz przede mną -pomachała pomazaną łyżeczką, jakby groziła wskazującym palcem.

- No coś ty. Gdybym tak jak ty wyjechała na wczasy, to może bym spotkała takiego gorącego kochanka - dodała nieco spokojniej.

- I wszystko byś mi opowiedziała, co Kesi? - Anka przymrużyła oczy .

- No jasne że tak.- zapewniła. -  Daj, przyniosę ci czystą  - gospodyni uśmiechnęła się, złapała za brudną łyżeczkę i pobiegła do kuchni.

- Pewnie mi zazdrości – Anka pomyślała z satysfakcją, bo przecież nie od dziś wiedziała, że małżeństwo Konstancji nie należało do udanych. Jan zdradzał ją na prawo i lewo, a ona jak ta głupia Penelopa, czekała na niego całymi miesiącami. Jej małżeństwo było inne. Jacek był jej wierny. Tego była pewna. Był po prostu za głupi, aby tak ryzykować. A ona. Ona zdradzała, lecz była zbyt sprytna, żeby mógł się o tym dowiedzieć. Nie mogąc doczekać się czystej łyżeczki, chwyciła w palce kawałek ciasta, wcisnęła do ust i zniknęła pod rozłożystą czeremchą, skąd dobiegał krzyk Justynki.

……………… cdn …………………….

 

 

 

 

 

  30 comments for “Jak dobrze mieć sąsiada 5. Wart pac pałaca.

  1. 8 kwietnia 2015 o 14:41

    Hmmm taaaa sąsiadka hmmmm no cóż no jakby to powiedzieć, no byłbym wówczas zagorzałym zwolennikiem celibatu :)
    Dzień dobry :)

    • 8 kwietnia 2015 o 14:45

      Desperado :) doprawdy?… celibat jest przereklamowany .. mówię Ci ;)

      • 8 kwietnia 2015 o 14:47

        Cons!! Uwierz mi, że w tych przypadkach to naprawdę jedyne słuszne wyjście by to było, po za tym jest takie przysłowie że tam gdzie sie mieszka bądź pracuje tam się ch…….. nie wojuje :)

        • 8 kwietnia 2015 o 14:51

          No popatrz… nie znałam tego przysłowia… ale jak to mówią, przysłowia są mądrością narodów, więc muszę jednak przyznać Ci rację :)

          • 8 kwietnia 2015 o 15:15

            Och Desperkowe mądrości są mądrościami ponadczasowymi haha, i jakież to budujące jak rację mi przyznajesz :)

            • 8 kwietnia 2015 o 15:26

              Po świętach jestem tak ociężała, że mogę nawet zaakceptować Twoje mądrości, jako mądrości całego narodu ;)

              • 8 kwietnia 2015 o 15:40

                taaa, ale jak okres poświąteczny minie to jak skoczysz mi na grzbiet za te „mondrości” to nie bede wiedział którędy i gdzie uciekać :)

                • 8 kwietnia 2015 o 19:27

                  Eeeee nie będzie aż tak źle, gdyż w ogóle nie jestem pamiętliwa ;) mało tego… dla potrzeb mogę być pamiętliwa aż do bólu, ale akurat w stosunku do Ciebie, zastosuję pierwszą opcję ;)

            • ~Pani S.
              9 kwietnia 2015 o 19:55

              O matko, i ja Ci rację przyznam! Potem plunę trzy razy przez ramię i odprawię egzorcyzmy, ale co tam! :D

              • desperado
                9 kwietnia 2015 o 20:25

                eSka !! Świat się przewraca albo i nawet kończy!!

                • 10 kwietnia 2015 o 16:13

                  Świat jak świat, ale mój blog to na pewno doznał przewrotu ;) ale co tam… raz się jest blogerem… potem drugi… i trzeci ;)

              • 10 kwietnia 2015 o 16:12

                Egzorcyzmy dobre na wszystko… jak aspiryna ;)

  2. 8 kwietnia 2015 o 17:58

    Czytam z wypiekami historię Konstancji… Mąż zagląda mi przez ramię- Co Ty tam znowu lustrujesz? Odsuwam się od monitora, aby mógł przeczytać… Mija chwila i następuje puenta- Dobrze, że w naszym bloku najmłodszego sąsiada ciągle nie ma, a reszta jest powyżej pięćdziesiątki… i śmieje się ze mnie, co bym się nie rozmarzyła za bardzo :)
    Wpis na miarę El James ;))

    • 8 kwietnia 2015 o 19:40

      Aniu :) jak widzę, Twój mąż wychodzi z założenia, że ” okazja czyni złodzieja ” ;) co do porównania do E. James … moje ego właśnie poszybowało w chmury i nie wiem, czy je odzyskam ;)

  3. ~Iwa
    8 kwietnia 2015 o 18:17

    Dzien dobry:)) no scenariusz z zycia wziety:) a w komentarzach i przyslowia widze sie trafiaja- to madrosci ludowe wiec poszerzam wiedze swoja:) w relacji zdradzajaca i zdradzana to moja sypmatia po Konstancji stronie:)) dozujesz Consku napiecie, swietnie:) i czekam na cd:) buuuziole:)))

    • 8 kwietnia 2015 o 19:49

      No właśnie… nie ma to jak blogosfera… i nauczy i doda skrzydeł i spuści w kanale, samo życie po prostu ;) Ciąg dalszy będzie, a jakże, tylko nie mam pomysłu, czym Konstancja może jeszcze kogokolwiek zaskoczyć ;) Ściskam :*

      • 8 kwietnia 2015 o 22:05

        No jak czym może zaskoczyć ;) W kolejnym odcinku uwiedzie sąsiadkę :) Dopiero wtedy przekona się jak smakuje prawdziwy seks :)

        • 8 kwietnia 2015 o 22:12

          Desperku :D :D Ty to masz pomysły :D :D ale kto wie… może w przyszłości, gdy wyczerpię wszystkie możliwości, skorzystam z Twojej podpowiedzi ;)

          • 8 kwietnia 2015 o 22:21

            No bo daj spokój, co to za przyjemność, seks z facetem ummm kobieta to ma smak, wiesz tak w tajemnicy powiem, że ja zagorzałym lesbijem jestem :)

            • 8 kwietnia 2015 o 22:29

              Zagorzały lesbij ? :D pierwszy raz słyszę owo określenie.. ale przyznać muszę, że oddaje całe sedno seksu męskiego tylko z płcią piękną.. bo jednak heteroseksualny, brzmi dość pospolicie ;)

              • 8 kwietnia 2015 o 22:49

                Dziecko młoda jesteś to jeszcze wielu rzeczy nie widziałaś, nie słyszałaś i nie spróbowałaś :) No a chyba nie jestem aż taki pospolity, żeby tak pospolicie mówic o mnie co??

                • 10 kwietnia 2015 o 16:07

                  No to żeś pojechał z tą moją młodością :D no z tym stwierdzeniem, to wprawiłeś mnie w doskonały humor :) I teraz byłabym ostatnią pipą, gdyby oponowała przed przyznaniem Ci racji kolejny raz :)

  4. 8 kwietnia 2015 o 20:50

    Podobno ” Nie da ci ojciec, nie da ci matka, co może ci dać SĄSIADKA!” , jedna pani warta drugiej, nie ma kogo pożałować, wszyscy happy. Pozdrawiam

    • 8 kwietnia 2015 o 21:23

      Ależ po co żałować kogokolwiek ;) Serdeczności.

      • 9 kwietnia 2015 o 22:56

        Rzeczywiście, stosunki panują tu takie, że jak się to wyda wszystko, to nikt nie będzie mógł mieć pretensji do nikogo…

        • 10 kwietnia 2015 o 16:15

          Czyli tytuł dałam adekwatny do sytuacji :)

  5. Teresa
    9 kwietnia 2015 o 05:01

    Desperek dobrze podpowiada. ;) :)

    • 9 kwietnia 2015 o 10:28

      Powinienem zażądać tantiem za pomysł ??

      • 10 kwietnia 2015 o 16:11

        Nie no… zaraz tam tantiem… a gdzie bezinteresowność się podziała ;)

    • 10 kwietnia 2015 o 16:09

      Tereso :) no w rzeczy samej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *