Tag: zakupy

deszcz

Dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata.

Dzisiejszy wpis poruszy problemy motoryzacyjne właścicielki tego oto bloga, która od pewnego czasu WRESZCIE pomyka do pracy SWOJĄ Rakietą. Taaaa. Po takiej przerwie  mam wreszcie materiał na obszerny wpis, lecz ostrzegam, będzie dość monotematycznie. Aby wszystko miało sens, muszę cofnąć się  do listopada ubiegłego roku. Otóż w tym właśnie czasie do zmotoryzowanej rodziny Conska zawitała Andżela. Stało się to dość…

grabie

Zaskakujący koniec lutego. Lekka ręka, ciężka noga.

Gdyby ktoś mi powiedział, że ostatni dzień lutego, spędzę tak jak właśnie go spędziłam, to bym popukała się w czoło. Dlatego też muszę, po prostu muszę, napisać o tym, bo kto wie, czy taki czas się jeszcze kiedykolwiek powtórzy? Przynajmniej w moim życiu, wszak młodsza nie będę. Dziś wzięłam dzień wolny. Przeznaczyłam go na zrobienie badań podstawowych, potrzebnych do złożenia…

zenek

„Przez twe oczy zielone ” mam nerwy rozszczepione. Peany na cześć.

Wszystko zaczęło się dość niewinnie, tuż przed świętami. Ot, stałam w długaśnej kolejce do kasy w naszym spożywczaku i patrzyłam na otaczającą mnie rzeczywistość. Wzrok mój nieco dłużej zatrzymał się na przeciwległej ścianie, gdzie naklejone były aktualne promocje, jakieś regulaminy,przepisy bhp i inne duperele. Pewnie nic by się nie zdarzyło, ale właśnie tuż przede mną skończyła się taśma w kasie…

wielki

Google czuwa i analizuje. Hormony w akcji.

Ekhm… ekhm… jak widzę zatkało ruskie kakao. Jedynie Urmilka przemówiła, czym dała wyraz tego, iż  jest odważna i niejedno w życiu widziała. Wyjaśniam niezorientowanym w arkanach głębszej obsługi bloga, że  jak wpis jest z hasłem, to zupełnie nie widać, ilu odważnych przeczytało notkę. Ale żeby nie było, na innej stronie widnieje, kto w danym momencie czyta ów kawałek życiorysu Konstancji.…

sękacze

Co ma łoś do moskita? Pyza na podlaskich dróżkach.

Jestem tu na chwilę. Moment. Mgnienie oka. Bo muszę się ze wszystkim wyrobić. Znaczy zapuściłam korzenie w ogrodzie i na warzywniku i pewnie tam zakwitnę, bo mam tyle planów… i w ogóle. Więc nie będę tracić czasu na siedzenie w necie. Ba! Nie mam nawet czasu na kręcenie rurek. Co prawda skończyłam jeden kosz/ pudełko/ nitonisio.. w sumie zależy z…