Tag: kolega

ściana

Na poważnie w mało poważnym dniu. Ściana w roli głównej.

Liżę rany. Coś tak myślę, że jeszcze długo mi to zajmie, bo jakoś nie mogę się przyzwyczaić do przegranej. Z Małża wylazła natura Prezesa Ka. Żadne argumenty do niego nie docierały, że .. lepiej poczekać, bo przecież małą łyżką też można się najeść… że… teraz nie potrzebujemy takiej gotówki … że… leży niech leży, jeść nie prosi. I takie tam…

gey

Będzie, będzie zabawa. Odsłonięta i wypoczęta.

No tak się jakoś porobiło, że straciłam pamięć. Znaczy zapomniałam hasła na bloga. Bo przecież wszędzie muszę używać haseł, pinów, pików, klików. No ogarnąć tego nie sposób. I tak jakoś mi wyparowało akurat to hasło. W swoich karteluszkach szukałam ściągi, ale ni jak znaleźć nie mogłam. Fakt, że w tym oto momencie TU jestem, zawdzięczam wyłącznie memu, ostatnio niedocenianemu przyjacielowi…

rozmowa

Wzięta na litość. Kto z kim i za co?

Ostatnimi czasy dużo się działo. Rzekłabym nawet bardzo dużo. Najpierw zmarł współlokator Grześka. Zasłabł nad ranem i on go reanimował, gdyż jako były komandos miał pierwszą pomoc w małym palcu. Jednak w szpitalu nie potrafili mu pomóc. Ponieważ pogrzeb odbywał się tylko 30 km od sanatorium, Grzesiek pojechał i wrócił rozładowany emocjonalnie. Duże chłopisko, a jak o tym opowiadał,  miał…

tańce

Beztroskie życie kuracjuszki. Sprawniejszy model .

Mogła bym napisać… Turnus mija a ja niczyja… ale bym skłamała. Znaczy nie to, że ktoś mnie posiadł… no co wy? Prawdą jest, że mam mnóstwo znajomych  gatunku męskiego. Doprawdy. Wystarczy mały uśmiech i już mam nowego kolegę. Andrzeja poznałam jak wieszałam pranie na balkonie. Ponieważ mieszkał wyżej pierwszy mnie zaczepił. I tak wymieniliśmy uwagi na temat naszego sanatorium a…

telefon

Podsłuch na własne życzenie, czyli sanatoryjnych wpadek ciąg dalszy.

Pana Z. poznałam na wycieczce zorganizowanej przez sanatorium. Żar lał się z nieba, a on w swojej  czarnej bluzce wzbudził moje współczucie. No tak to jest, gdy nie ma żony, która by wskazała słuszny kierunek w doborze ubrań. W kolejce do źródełka staliśmy obok i zamieniliśmy z sobą kilka słów, na jakiś mało znaczący temat. Potem wracaliśmy do autobusu również…