Usram sie a nie dam sie. Drewniana historia.

STĘPIONE PRAGNIENIA.

Poniedziałek, 4 czerwca 2012 (10:42)
Autor:
awatar constans

 W końcu się doczekałam. Ale nie jestem pewna czy dokładnie o to mnie chodziło. Musiałam coś pochrzanić przy wizualizacji.Otóż.

Mój Małż,  jak wrócił w ubiegłym tygodniu na łono rodziny to w dłoniach trzymał kamień. Być może ten mój ostatni niekontrolowany wypad do matrixa dał mu do myślenia ? Być może? Ale powinnam wszystko wyłożyć po kolei a nie zaczynać od dupystrony. Dobra.

Mieliśmy w domu szlifierkę… tzn. ciągle ją mamy i nie w domu a w chlewiku.. tzn. takim pomieszczeniu gospodarczym. Ale chlewik to brzmi lepiej tak bardziej swojsko. Jak dla mnie, bom przecież prawie ze wsi. No. A na dodatek to tam kiedyś mieszkały i świnki i krówki. Ale to było baaardzo dawno temu. Dobra. Wrrrróć. Buraki nadciągają.

I ta nieszczęsna szlifierka to służyła do ostrzenia różnych ostrzy. To tak jakby ktoś miał wątpliwości w tym temacie. I po 20latach to ja wreszcie się doprosiłam męża co by dokupił to „coś” co to bez niego nie ma żadnego ostrzenia. I co by naostrzył ciopaczki i motyki ogrodowe bo normalnie były już tępe jak polana. A przy okazji noże.. te domowe.. do krojenia.

- Ooooo !. - Jakby to było cudnie mieć ostre noże –  marzyłam zasypiając.

Co prawda przez te 20lat z hakiem to ja zdążyłam już jako tako sobie radzić z tępalami. Co i raz zakupywałam jakąś wypasioną ostrzałkę, ale wiecie, taki odgłos ostrzonego żelaza na ostrzałce to normalnie powodował u mnie taką gęsią skórkę, że potem to ona miesiącami nie chciała zejść. I nawet zakupywałam jakieś takie co to ostrzone są laserowo i nigdy się nie tępią. Ale nie w mojej kuchni. Doprawdy. I byłam w stanie to nawet zaakceptować.

Jednak pokłady mojej cierpliwości wyschły zupełnie pewnego pięknego majowego przedpołudnia i gdy nie mogłam pokroić karkówki powiedziałam dość. Rzuciłam nożem ostentacyjnie, oczywiście w obecności rodzonego Małża. Ale nie w niego. No przecież że nie. Tylko do zlewu a karkówkę upiekłam w całości. Bo ileż można prosić?

I właśnie dowiózł kamień w ubiegłą sobotę. Ten szlifierkowy.Bo wiecie. W główce to mu się zapalił neonik pt.” Szczęśliwa żona to szczęśliwa cała rodzina i bitki na obiad a nie spieczona na wiór karkówka„ O jesssssuuuuu. Jaka ja byłam szczęśliwa. Normalnie jakbym dostała co najmniej oszlifowany diament, a nie widoki ostrych jak brzytwa noży. No tak. Ale ta moja radość jakoś tak szybko sięgnęła dna. A  raczej podłogi.

Ale wiecie. Nie to że ja byłam nieostrożna przy krojeniu. Niieeeniiieeen. Bardzo uważałam. Przy krojeniu. Jednak, gdy wyjmowałam sztućce z suszarki,  byłam taka mniej uważna. Wówczas jeden z naostrzonych noży wypadł z mych dłoni prosto na mój klapeczek. Kij tam z klapeczkiem. Tam był również nieosłonięty niczym mój paluszek. Nawet mocno nie bolało.Tak ciach i już. Krew się polała. Tak że tego. Palec co prawda jeszcze mam tylko paznokieć przecięty i pewnie będzie schodził. Ale że ja to mam szczęście to wiadomo wszem i wobec ,więc się wcale tym zawiniętym palcem się nie przejmuję.

Przecież mamy tak cieplutko brrrrr  że mogę do pracy latać w japoneczkach, bo tylko w takie obuwie się mieszczę. I z tego powodu wywołałam dziś w pracy ogólną radochę. Tak że tydzień dla niektórych rozpoczął się zajebiście. A ja wpadłam na ekstra pomysł. Obandażuję dwie stopy to przynajmniej będzie mi cieplej w drodze powrotnej.

A mój najdroższy Małż ciągle dzwoni i pyta jak tam ostre noże się sprawują ? A ja morda w kubeł i zmieniam temat. I to by było na tyle. Aha. Niech mi jeszcze ktoś poradzi.

Czy istnieje jakiś szybki sposób aby stępić wszystkie noże ?

*************************************************************************************************

Z racji tego, iż jak wspominałam w ostatnim wpisie, obecnie poruszam się w domu w OSŁONIĘTYCH drewniakach, więc odcięcie palca lub paznokcia mi nie grozi. HA! Aczkolwiek nie o dlatego odgrzebałam zamierzchły wpis.

Dziś chciałam poinformować, że z racji na dążenie do nowoczesności szeroko pojętej, postanowiłam sprezentować sobie/rodzinie stolik z euro palet. Może i bym nie wpadła na taki pomysł, lecz w wielkim pniu, który onegdaj służył jako stół nadworny… w sensie mebel podwórkowy… mrówki sobie zrobiły wielgachne mrowisko. I jak tylko postawiło się cokolwiek na owym stoliku, mieszkanki momentalnie wychodziły ze swego domu na poczęstunek. W sumie się im nie dziwię. Pewnie gdybym była mrówką, też bym tak robiła. Ale że nie jestem AŻ tak gościnna, więc powiedziałam DOŚĆ! I kazałam wywalić fpizdu ów pniak .. znaczy przetoczyć za obręb kącika relaksacyjnego.

Jednakże picie kawy, wyłącznie z możliwością postawienia kubka przy stopach, jakoś mi się nie uśmiechało. Odkurzyłam więc parę palet, które stały sobie w kącie drewutni i nakazałam Synom zbić je w formę stołu. Pierwotnie tylko popukali się w głowę.

Ale akurat byłam pod wpływem PMS, więc postawiłam na swoim. Znaczy uniosłam dumą i bez oglądania się na mój bolący kręgosłup, wytachałam jedną paletę, potem drugą. I kiedy próbowałam wrzucić jedną na drugą przycisnęłam sobie palec Ból był taki, że o mało się nie posikałam.

Tak że tego. Dobrze, że to tylko mały palec i mogę pisać. Choć jak piję z kubka, postawionego na stoliku z euro palet, to paluszek odginam jak Hiacynta Bukiet.

Hymmm … istnieją drewniaki na palce?

 

  46 comments for “Usram sie a nie dam sie. Drewniana historia.

  1. 20 czerwca 2015 o 10:19

    Rękawiczki takie jak kiedyś rycerze nosili ;)

    • consek
      21 czerwca 2015 o 10:18

      Łolaboga !!! Ale ze mnie ciołek. Aliści sąsiad wyrabia rycerskie hełmy, więc może po znajomości wykuje mi takowy ochraniacz ;)

    • 23 czerwca 2015 o 12:11

      Taaaa, mój mąż jest maniakiem ostrzenia mi noży, ale robi to tylko jak ma coś zrobić w kuchni- czytaj pokroić cebulę do jajecznicy, czyli raz na pół roku= 2 x do roku.
      Fajnie, że zrobiłaś sobie stolik z europalet, teraz są na topie :)

      • 23 czerwca 2015 o 14:03

        Czyli trzeba częściej smażyć jajecznicę ;) Jak go pobejcuję, to nieomieszkam się pochwalić.. a co!

  2. 20 czerwca 2015 o 10:25

    warto by było poszukać jakiś pancernych drewniaków ale coż to za przyjemność nie opłacona żadnym bólem :P

  3. 20 czerwca 2015 o 13:06

    hmmm … ja też nudzę już od jakiegoś czasu ślubnego, żeby mi noże naostrzył bo w zasadzie to wszystko uszarpuję, a nie tnę. Z tego co piszesz to chyba daruję sobie dalsze naciski, bo znając moje szczęście, pewnie musiałabym do chirurga jechać co by mi palucha przyszył :)

    Te mebelki ogrodowe wykonane z palet teraz na topie są widziałam takie na FB. Całkiem pomysłowo i fajnie to wyglada :)

    Ściskam sobotnio

    • 21 czerwca 2015 o 09:19

      Gabuniu :) dokładnie takie widziałam i się napaliłam… a jak się uprę to nie ma zmiłuj ;) Buziak

  4. 20 czerwca 2015 o 15:06

    Ostre noże to i moje marzenie, ale widać trzeba uważać o czym się marzy! Z tym, że jakby spadł tępy nóż, tez by pewnie szkodę zrobi..
    Tez kiedyś skazana byłam na japonki, bo zgliotynowałam sobie palec u nogi, przewracając sie na balkonie… zatem wiem co czułaś;))

    • 21 czerwca 2015 o 09:22

      Dlatego też drewniaki są jak znalazł, choć zakraść się gdziekolwiek nie masz szans, bo za dużo hałasu robią ;)

  5. 20 czerwca 2015 o 15:14

    Aż mi ciarki po plecach przeszły jak czytałam…. Może na razie nic nie rób w temacie zajęcia kuchenno-domowe, bo złowieszczo to wygląda, albo poproś w sklepie żeby podziabali lub mielone zrób ( w mięsnym niech Ci skręcą)!

    • 21 czerwca 2015 o 09:27

      Dziś kuchnia wydaje odmrożoną zupę i takież same pierogi z mięsem, więc dzisiaj nic mi nie grozi ;)

  6. ~2lucia
    20 czerwca 2015 o 16:37

    Z cyklu : japonki: ze zgrozą wspominam dwa wydarzenia. Kiedy uciekając przed burzą zostawiłam palec za węgłem domu i potem tylko w japonkach mogłam lato spędzić a drugie to spuszczenie sobie na palec duży tapczanu ponoszonego w meblościance Kowalski hicie PRL u. Zima była i szczęśliwie Relaks * kolejny hit z PRL) małżonka mego pasował na moją nogę. tak, że jedna w 37 numerze chodziła a druga do lekarza poszła w 42 rozmiarze. A ostatnio na Wzgórzu pracując obal palca nie straciłam nie od noża a od puszki z tuńczykiem. Tak, że kuchenne i domowe sprzęty sa bardzo niebezpieczne.

    • 21 czerwca 2015 o 09:29

      Aaaaa Relaksy … pamiętam … marzenie niejednego Kowalskiego ;) Luciu, uważaj na siebie.

  7. ~Ruda Blondynka
    20 czerwca 2015 o 17:21

    Witaj w klubie Kochana. Ja wlaśnie czekam na pogotowiu z palcem u nogi. Grzmotnelam paluszkami i noge krzesła i czekam na wyrok : stluczony , pęknięty czy zlamany paluszek :-(. A ty sie trzymaj dzielnie. Do wesela się zagoi. Wesela dzieciaków oczywiście ;-)

    • 21 czerwca 2015 o 09:30

      No łaaaaadnieee :( Do wesela na bank się zagoi, bo ani widu ani słychu ;)

  8. 20 czerwca 2015 o 17:50

    O santości wszelakie! To jakiś prawdziwy krwawy horror domowy :) Kobieto Wy lepiej tych noży już nie tykajcie i zakupcie jakiego tępaka w markecie ;)

    • 21 czerwca 2015 o 09:36

      Tępaków ci u nas dostatek, i nie mam na myśli noży ;)

  9. 20 czerwca 2015 o 21:47

    Mężowie kochają swoje żony i dlatego odwlekają ostrzenie noży w nieskończoność…

  10. 20 czerwca 2015 o 23:04

    Bo to mówią: „Zastanów się o czym marzysz, bo może się spełnić” :) Ale ostrych noży i tak zazdroszczę :)

    • 21 czerwca 2015 o 09:37

      Dokładnie Kochana… święta słowa :)

  11. 20 czerwca 2015 o 23:04

    Przyznam, że o drewniakach na palce u rąk nie słyszałam. Ale widziałam już…biżuterię, przeznaczoną na palce…stóp.Amerykanki to uwielbiają.Także to pewnie tylko kwestia czasu…

    • 21 czerwca 2015 o 09:39

      Moja koleżanka, już w latach dziewięćdziesiątych, nosiła pierścionek ZŁOTY na drugim palcu u nogi, czym wprawiała w oburzenie starsze kobiety mieszkające w naszej mieścinie :)

  12. ~Kjujewna
    21 czerwca 2015 o 12:35

    Az mnie ciary przeszly! Uwazaj Consek z tymi nozami bo to az strach! Mialam kiedys sobie kupic noz ceramiczny, podobno sa ostre jak papryka Trinidad Moruga Scorpion (czyli ostrzejsze niz Wasabi) ale znajac swoja tendence do zamyslania sie postanowilam nie ryzykowac! Na studiach kilka razy wbilam sobie nozyk tapicerski w lewa reke az kosteczka sie ladnie ukazala. Wiecej nie chce :( Moze kup nowe noze? Takie tepe?? :)

    • 22 czerwca 2015 o 09:06

      Kjujewno, podobno noże ceramiczne nie są odpornie na spadanie… na terakotę.. bo na nożne palce to nie wiem ;)

  13. 21 czerwca 2015 o 12:52

    Tak sobie pomyślałam Consku, że nawet gdybyś tym nożem rzuciła w męża, to jak pisałaś, był tępy i krzywdy by mu raczej nie zrobił :)
    Ale najważniejsze, że nożyk naostrzony, a na taka herbatkę przy europalecie sama bym wpadła. Marzy mi się taki biały stolik, tylko do niczego mi nie pasuje :( Ah, ileż bym oddała, aby wypić herbatkę z odgiętym paluszkiem, w porcelance, w kapeluszu z kwiatkiem…

    • 22 czerwca 2015 o 09:09

      Mój stolik póki co jest jedynie pociągnięty pokostem. Teraz mam czas aby się zastanowić, czy chcę go bejcą podrasować, czy farbą. Co do Twoich marzeń.. mi brakuje jedynie kwiatka w kapeluszu, bo posiadam bez ;)

  14. 21 czerwca 2015 o 14:53

    hah, dla Ciebie byłoby wskazane klasyczne obuwie ochronne – czyli sejfciaki z czubami wzmacnianymi blachą od wewnątrz ;)

    • 22 czerwca 2015 o 09:12

      No nie uwierzysz, ale sejfciaki u nas zwane filcami posiadam również, bo onegdaj sprezentował mi je mój Małż, gdy zimową porą wybrałam się na wycinkę naszego lasu. Ale to raczej wersja zimowa jest ;)

      • makrela
        22 czerwca 2015 o 11:56

        o łe. ale ja mówię o takich eleganckich sejfciakach, stylizowanych na skórzane botki z tą jednak różnicą, że noski od wewnątrz solidną blachą są wzmacnione ;)

        • 22 czerwca 2015 o 14:33

          aaaaaa … no widzisz… eleganckie nie przyszły mi na myśl… muszę się zastanowić, dlaczego? ;)

  15. Elżbieta
    21 czerwca 2015 o 19:22

    Uraz palca u nogi i ręki w kródkim odstępie czasu, to prawdziwy pech. Nie warto samej brać się za prace męskie. Nauczyła mnie tego starsza córka. Mamo pozwól się tacie wykazać! Przyjemność podwójna: tata zadowolony, że go potrzebujesz i Ty uradowana, że coś dla Ciebie zrobił. Nie ważne, że po kilkakrotnym upominaniu i przypominaniu. Nie warto pokazywać, że jesteśmy samowystarczalne. Trochę bezbronnej kobietki przyda się w domu. Herszt baba nie ma uroku.
    Pozdrawiam Consku serdecznie:)

    • 22 czerwca 2015 o 09:15

      Elżbieto, no nie w takim krótkim, bo minęło trzy lata :D. Co do męskich prac, muszę przyznać, że gdybym czekała na Małża, to bym w domu nic by nie było. Chyba będę musiała opisać kiedyś, jakie to mój Majsterkowicz ma podejście do prac domowych. ;) Uściski :)

  16. 22 czerwca 2015 o 08:12

    Ups. Taki rozcięty paznokieć to boli. Na samą myśl mam ciary na plecach.
    A noże podobno dobrze się tępi podczas cięcia filcu. Podobno. :)

    • 22 czerwca 2015 o 09:16

      Mówisz?… mam filcowe berety, muszę spróbować ;)

  17. 22 czerwca 2015 o 11:09

    A Ty Consek to tak zawsze czy jak ja: tylko raz w tygodniu? Ilośc blizn od ostrzy wszelkiej maści wcale mnie dumą nie napawa. Gwóźdź w ramieniu czy talerz w palcu to pikuś. Palec przeszyty maszyną do szycia lub drut do swetrów nr 4,5 w tyłku to jest dopiero osiągnięcie. Moje :)

    • 22 czerwca 2015 o 14:29

      Puszkowa :) nie dorastam Ci do pięt. I chyba powinnam się z tego faktu cieszyć, bo widocznych z widocznych blizn, mogę się pochwalić jedną większą. Uważaj na siebie, bo w warsztacie mechanicznym może być niebezpiecznie ;)

  18. 22 czerwca 2015 o 11:50

    Że też noże nie chcą spadać ostrzem do góry :D

    • 22 czerwca 2015 o 14:31

      No, tak samo jak kanapki masłem na dół :D

  19. ~flowers28
    22 czerwca 2015 o 12:06

    Uwielbiam takie wpisy jestem tu po raz pierwszy ale uśmiałam się jak nie wiem . Życzę szybkiego zagojenia się paluszka i żeby paznokiecik ładny zdrowy wyrósł .
    Pozdrawiam
    zagubiona28.blogspot.pl

    • 22 czerwca 2015 o 14:33

      Witaj Flowers :) Życzenie przyjęte :)

  20. ~Iwa
    22 czerwca 2015 o 17:03

    :))) bardzo przepraszam i łączę sie w bólu:) ale co się ośmiałam to moje:))) noże ostre to odwieczny problem chyba u każdej Pani Domu:)) a rękawice wykute przez znajomego twórcę to też dobry pomysł:) stolik to jednak bejcą potraktuj- fajniej niż farbą zwykłą:) a wracając do ostrych noży- to najbardziej nie lubie tego uczucia jak sie człowiek zatnie:/ i tego że później boli to też nie lubie:) uważaj na siebie koffana:))) aaaa:) a może krajalnica???:))))))

    • 23 czerwca 2015 o 11:55

      Hełoł Iwuś :) mówisz bejcą? dobra, przekonałaś mnie :) Krajalnicę posiadam a jakże, ale głęboko schowaną gdyż od momentu jak jest chleb krojony i wędlina w plasterkach, to nie używam… wyciągam ją raz w roku, aby poczynić sałatkę wielowarzywną. Choć przyznać muszę, że i krajalnica zabrała swe żniwo, bo ścieniłam na niej palec wskazujący, o czym pamiętam patrząc na bliznę ;)

  21. 24 czerwca 2015 o 21:24

    Biedne te Twoje paluszki :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *