Stalowa wola w sanatoryjnym wydaniu. Powroty niekoniecznie wskazane.

O zgrozo. Dziś wazłam na wagę. Taaaaa. I po co mi to było ja się pytam? Teraz tylko chleb i woda… i to nie gazowana… mnie czeka.Taka terapia oczyszczająca przed świątecznym obżarstwem byłaby w sam raz. Niby nie tak dużo, bo tylko 4 kg, ale przecież im człowiek… dobra.. KOBIETA… starsza, tym trudniej zgubić nadmiar tego i tamtego. Co prawda na spotkaniu z kochanym Reniaczkiem,  zostałam przekonana, iż takie utycie dobrze mi zrobiło, bo odmłodniałam… w sensie zmarszczki mi się spłyciły… Jednak jeszcze nie jestem przekonana, czy wolę wyglądać lepiej na twarzy, czy też gorzej czuć z większymi krągłościami tu i tam. Hymmm. Ależ czyż zawsze muszę wyglądać jak tapmadl?No nie wiem. Dobra. Póki co odstawiam słodycze w czystej postaci oraz pieczywo. Od jutra.

Żeby nie było. Owszem, zdawałam sobie sprawę, iż takie zbiorowe, sanatoryjne karmienie rolników, wylezie mi bokiem. Było tłusto, słodko i dużo. Niby mogłam się powstrzymać, ale przecież musiałam mieć pałera do codziennych ćwiczeń i wieczornych szaleństw. Tak. Dobra. Przyznaję. To takie myślenie raczej awaryjne było. Jednak trzeba przyznać, iż na kawę z ciachem żadnemu koledze nie dałam się namówić. Nawet jak Fredi przynosił pudełko z różnymi rodzajami ciastek do naszego pokoju, to byłam nieugięta. A tak kusił, tak kusił. A ja nic. Stal. Co prawda w innych kwestiach to nie byłam AŻ taka stała. Cóż. Człowiek jest tylko człowiekiem, a kobieta zmienną bywa.

Oto razu pewnego obiecałam tańczyć WYŁĄCZNIE z Fredim… no bo tak prosił, no tak prosił.. a jednak nic z tego nie wyszło. Wówczas zgarnął do tańca Mausko, ale że wogle się tym nie przejęłam,  szybko podziękował i powrócił do powłóczystych spojrzeń wysyłanych znad stolika w moim kierunku . Co prawda potem zarzucił moją niestałość, ale spoko. Zaśmiałam się w twarz.  Uffff. Dobrze, że mój Małż nie jest, aż tak zaborczy. Taaaa. Jak to czasami trzeba wyjechać na drugi koniec kraju, aby zrozumieć, jaki się ma Skarb tuż pod bokiem.

Pomimo tego to Fredi rozbrajał mnie swoją delikatnością i taką dziecięcą naiwnością. ” Niech mnie ktoś przytuli ” – mógłby mieć wypisane na tiszercie jako dodatkowy wabik na kolejnym, sanatoryjnym turnusie. A teraz werble proszę… będzie błyskotliwa konstatacja… macierzyństwo zobowiązuje, do różnych ciekawych przemyśleń. Taaaaa. Jednak osobiście nie chciałabym ZNÓW spotkać go na swoim szlaku. Dlatego też nie pojadę ponownie do tej dziury, choć podobno wystarczyłoby wysłać skierowanie, a kierownik ośrodka by wszystko podopinał i znów uczestnicy ” Szkoły pleców” spotkaliby się pod koniec przyszłego roku. Fredi, gdy się ze mną wylewnie żegnał, nie ukrywał iż na to właśnie liczy. Nie miałam serca, aby wyprowadzać go z błędu. Pomachałam z balkonu na pożegnanie i tyle. A zaraz potem pobiegłam wyściskać się z pozostałymi uczestnikami turnusu. Doprawdy było bardzo ciekawie. Towarzyszyły temu emocje takie, jakbyśmy się znali lata całe, a nie kilka tygodni.

Aha. Co do Skarba mego domowego. Ostatnio miałam ochotę zapakować go w szczelny pojemnik i zakopać w sadzie pod jabłonką. Doszłam do wniosku, że mam jednak DOŚĆ skarbowego męża. Ciśnienie podniósł mi, do górnych granic stanów dolnych. I to w dzień moich urodzin. Wówczas wpadłam w rów Marjański i  zakopałam się jeszcze głębiej. Ale spoko. Skorpiony jakie są, takie są, jednak pamięć mają dość dobrą. Tak że tego. Niezadługo jego urodziny, więc odpłacę pięknym za nadobne. Jak, to jeszcze nie mam pojęcia. Wyobraźni nie starcza i nie nadążam. Mam nadzieję, że do tego czasu krew mnie nie zaleje

a teraz ….. NIECH MNIE KTOŚ UKOCHA !

  34 comments for “Stalowa wola w sanatoryjnym wydaniu. Powroty niekoniecznie wskazane.

  1. 30 października 2016 o 23:05

    Życie sanatoryjne, zupełnie mi nieznane, ale może jednak by chociaż raz spróbować, jak to jest? Byle nie w Ciechocinku.

    • 30 października 2016 o 23:30

      Hegemonie, trzeba zacząć od samego dołu w hierarchii sanatoryjnej, aby potem piąć się do góry i zakończyć na Ciechocinku w wieku 80 +, bo podobno tam i tacy panowie mają ” branie ” :)

      • 3 listopada 2016 o 12:30

        Widzę, że mam jeszcze trochę czasu :-) A gdzie jest ten dół hierarchii?

        • 5 listopada 2016 o 19:32

          Dół jest tam, gdzie nikt nie chce jechać. Wysyłają tam jedynie mało asertywnych, albo mało doświadczonych. Na pewno należę do pierwszej grupy, ale mam nadzieję, że kiedyś z niej się wymiksuję ;)

  2. 31 października 2016 o 05:02

    Dobrze,że są inne dziury. ;) . No ciekawe jaka to będzie wymyślanka ……. ;) . :) .

    • 1 listopada 2016 o 19:12

      Ano dobrze Tereso, bo każda dziura jest warta dokładnego poznania ;)

  3. 31 października 2016 o 07:46

    Kochana, gdzie Twój optymizm? Mogłaś więcej kilogramów przybrać, a tu tylko 4, co to jest, miesiąc wyrzeczeń i poszło….a ostatecznie jak było miło, to po co teraz się katujesz wyrzutami sumienia, to niezdrowe ;-)
    Znając Twoje poczucie humoru, to na miejscu męża bałabym się tych urodzin ;-)

    • 1 listopada 2016 o 19:16

      Jotka, wiesz jak to jest, jak się nie ma innego zmartwienia, to wymyśla się jakieś głupoty ;) Co do urodzin Małża… są już na wyciągnięcie ręki ;)

  4. 31 października 2016 o 08:33

    ukochuję Cię Sis i następnym razem warszawkę jedź podbijać :) a co do „skarbu” Twego – kiedy to ma te urodziny? coś obmyślimy ;) bo jak mniemam pomysłu ze slipkami nie kupiłaś ;)
    tulam…

    • 1 listopada 2016 o 19:18

      O dzięki Ci, dzięki, wreszcie poczułam się ukochana ;) Co do pomysłu ze slipkami, to Ty mi weź przypomnij osocho, bo wiem, że coś kiedyś gdzieś, ale nic dokładnie :( Ściskam :)

  5. 31 października 2016 o 09:27

    Znam Ci ja Twój ból – kiedyś tak ujrzałam +24 więcej na wadze więc nie płacz :) to można szybko zgubić ….faceci po to są żeby wkurzać – a ja nie skorpion a pamięć mam niczym słoń :)

    • 1 listopada 2016 o 19:19

      Jaga, szacun że aż tyle zrzuciłaś!

      • 1 listopada 2016 o 20:23

        … no jeszcze z dychę trzeba porzucić precz

        • 2 listopada 2016 o 18:24

          No to trzymam kciuki, oby się Ci udało :)

  6. 31 października 2016 o 14:59

    Dobra, sprawdzona rada. Zacznij remontować mieszkanie. Schudłam przez 4 miesiące prawie 9 kilogramów, a jadłam normalnie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • 1 listopada 2016 o 19:21

      Remont mam zaplanowany na wakacje, ale to nie będzie remont kuchni :D Serdeczności :)

  7. 31 października 2016 o 18:28

    Zaintrygowałaś mnie tym bogactwem życia sanatoryjnego. Nie mniej jednak zdziwienie budzi, że zamiast schudnąć, przytyłaś. Wprawdzie niewiele, ale po czym, skoro aktywność była.
    Skarb zapomniał? Zapomnij i Ty, będzie pamiętał.
    Serdeczności.

    • 1 listopada 2016 o 19:25

      Ech, jestem pewna, że gdyby nie ta wzmożona aktywność to wychylenie wskaźnika na wadze byłoby o wiele większe :) Co do niepamięci to masz rację.. w dniu urodzin nie złoże mu życzeń, to już postanowione. Ale chciałabym bardziej ” dokręcić śrubę ” ;)

  8. 1 listopada 2016 o 15:44

    Ale jak to utyłaś? Przecież aktywna byłaś bardzo.
    Najlepsze życzenia urodzinowe. Trochę spóźnione, ale szczere!

    • 1 listopada 2016 o 19:28

      Widocznie nie wystarczająco :( Ewuniu, dziękuję za życzenia… bardzo… naprawdę bardzo bardzo :) Buziaki :*

  9. ~Mari
    2 listopada 2016 o 07:49

    Ja się kocham Consiu :)

  10. makrela
    2 listopada 2016 o 10:22

    no ale 4 kilowa nadwyżka to chyba nie tak dużo ;)
    opisy sanatoryjnego żywota utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że ni chuchu nie chciałabym się znaleźć w takim miejscu ;)

    • 2 listopada 2016 o 18:28

      No rzeczywiście nie taka duża, ale daje się odczuć, szczególnie jak spodnie za mocno opinają to i owo ;) … i bardzo dobrze Makrelo… dzięki takim niechętnym, ci chętni mają szansę na szybszy turnus :)

  11. 2 listopada 2016 o 20:45

    Ach, z daleka czasem widać lepiej:-) Skoro się za męża wydałaś, oznacza to, że musiał być wyjątkowo atrakcyjny. Przecież, za nieatrakcyjnych nikt by za mąż nie wyszedł. Prawda?

  12. 3 listopada 2016 o 10:10

    na szczęście kobiety z zasady pamięć długoterminową mają :D Krótkoterminowa bywa sklerotyczna, czego sama jestem przykładem :) Czas do urodzin Małża wykorzystuj na skrupulatne przemyślenie zemsty w najdrobniejszych szczegółach, zacierając przy tym ręce i szatańsko chichrając się pod nosem. Najlepiej pokątnie, ale żeby widział. Może poczuje presję :D

    • 5 listopada 2016 o 19:29

      Anno, a wiesz, coś w tym jest. Onegdaj jak zachorowałam na krtań i nie mogłam się odzywać, wówczas Małż stwierdził, że do pełni szczęścia brakuje mu tylko, abym jeszcze straciła pamięć… tak z dziesięć lat do tyłu… I tak o… Co do presji to mam wątpliwości, na niego takie tricki nie działają, ale spoko… coś tam wymyślę ;)

  13. 9 listopada 2016 o 15:05

    Nigdy nie próbuj zakopywać kogokolwiek pod drzewem. Korzenie strasznie utrudniają kopanie…

    • 16 listopada 2016 o 17:12

      Boja, jak to dobrze mieć bratnią duszę, która się troszczy o mój wysiłek fizyczny. Tak, masz rację, lepiej zakopać pod krzakiem.

  14. ~Kjujewna
    12 listopada 2016 o 15:44

    Ja bym uznała to za sukces, tylko 4 kg. Zawdzięczasz to, zakładam, tym wszystkim tanecznym podrygom :) Nie wiem co Malz nabroił ale zakradam ze w pełni zasługuje na to co go czeka :D Pozdrowienia!

    • 16 listopada 2016 o 17:15

      Kjujewno, zasługuje jak nie wiem co, ale im dłużej planuję, tym mniej mnie to kręci.Choć jak wiadomo, zemsta to jest danie, które najlepiej smakuje na zimno. Jednak coś tak czuję, że ja to nie nadaję się do długofalowego kombinowania. Pójście ” na żywioł” o wiele lepiej mi wychodzi. Ściskam :)

  15. 14 listopada 2016 o 18:02

    To ja chyba zdrowa jestem, bo do sanatorium nikt mnie nie chce ;)
    4 kg za miesiąc? Już zaczęłam przypuszczać, że ten wikt hotelowy był, a nie sanatoryjny….

    • 16 listopada 2016 o 17:17

      Ech Ariadna, pomimo wszystkich tych sanatoryjnych uciech, wolałabym jednak być zupełnie zdrowa.Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *