Srał to kot. Rodzaje budowy według królika doświadczalnego.

Nawet nie pytajcie, gdzie mnie wcięło. Wszelkie tłumaczenia byłyby próbą zachowania twarzy… a w obecnej sytuacji nie wiem, czy akurat to stwierdzenie ma sens. Jednak zanim zagłębię się w temacie mojego wyglądu, otrę się o inne aspekty poza blogowego życia.

Otóż, w kwestii kociąt, muszę donieść, że rosną jak na drożdżach. Przyznaję, miałam ambitny plan zamieszczenia filmików, z pierwszych prób samodzielnego chłeptania mleka, lecz poległam pod naporem wymogów technicznych. Cierpliwość, od pewnego czasu, nie jest moją najmocniejszą stroną. Zatem nie zobaczycie, jak Toczka wchodzi obiema łapkami do miseczki, kładzie się w niej i w ten sposób ogranicza dostęp  Frużelinie. Oczywiście odsuwanie zachłannego kociaka nic nie daje, bo pędem wraca do miski i robi dokładnie tak samo. Pomimo owej pazerności Frużelinka jest  ciągle większa oraz bardziej opanowana… w każdej kwestii. Bo to właśnie Toczka ostatnio osrała M. czyli chłopaka córki, gdy ten nie chciał jej wypuścić z rąk. Widok miny poszkodowanego … bezcenny… Widok przyszłej teściowej, skręcającej się ze śmiechu i krztuszącej grillowaną kiełbaską… jak mniemam dołujący dla M. Hym… może po latach dowiem się, co o mnie wówczas myślał ? Póki co mam inne rzeczy na głowie, niż przejmowanie się powyższym. Mogłabym jeszcze długo ciągnąć temat kociąt, ale dziś wam daruję.

Aha…jeszcze tylko o jednym muszę wspomnieć. Ostatnio kocięta opanowały sztukę wspinania na drzewa w ogrodzie, i złażenia rzecz jasna. Bardzo mnie to cieszy i napawa dumą, choć moja w tym zasługa żadna. Podejrzewam, że jak upolują mysz, to pęknę z dumy.

W kwestii rozbudowy domu… Napiszę, choć na samą myśl powieka lata. Doprawdy współczuję ludziom, którzy są nastawieni pozytywnie do budowy swojego domu. A o ile mieszkają w obszarach Natura 2000, to współczuję jeszcze bardziej. Niestety załapaliśmy się do tej drugiej grupy, bo tuż przed naszym płotem, zaczyna się otulina parku. W związku z powyższym niczego nie przyśpieszysz i na nic się zda całowanie stópki i włażenie do dupki wszechmogącego urzędnika. Trzeba uzbroić się w cierpliwość… całe morze cierpliwości, wszak przed nami jeszcze zmagania z fachowcami.

A teraz będę szczera do bólu. Jakbudududu (odgłos walenia się w piersi) Doceńcie fakt, bo przecież mogłam ściemniać, iż zmiana wyglądu, to wpływ diety ostatnio bardzo modnej wśród odmłodzonych celebrytek. Taaaa jaaa. Ale przecież zasługujecie na prawdę. Jak nikt. Tym bardziej, iż mnie w życiu nie widzieliście… he he. Fotki na fejsie są fotoszopowane rzecz jasna. Dobra. No to od  początku.

Wszystko zaczęło się od telefonu od córki.

-Mamuś, chciałabyś być królikiem doświadczalnym w kwestii odmłodzenia twarzy? – Eeee yyyyy … ale że co ?- spytałam mało przytomnie. - Zapłacisz tylko za zużyte nitki. Ja z M. będziemy ci to robić… oczywiście pod nadzorem lekarza - przekonywała. Fakt. Zaraz stanęła mi przed oczyma kocia scena z grilla, mój śmiech i M. trzymający igłę tuż przed moją twarzą. Ale to było tylko mignięcie obrazu. Pół klatki. No. Zaraz potem zadzwoniłam do Reniaczka i usilnie namawiałam ją do tego samego. Wszak jeden królik to za mało.

Potem przeszłam  wstępne badania, na których dowiedziałam się, że jak najbardziej nitki ( takie likwidujące postępującą twarzową grawitacje ) są wskazane, no i oczywiście BOTOKS ?! I tu, i tu, i tu też. Matkooooo!!! A ja żyłam  w takiej naiwności, że jeszcze się nie sypię. A tu gruz, popioły i nie ma co zbierać. Ale spoko, spoko. Wszystko da się naprawić.

Tak, przyznaję, jestem podatna na sugestię.

Ostatecznie przekonała mnie moja szefowa, którą poinformowałam o swojej króliczej roli. - A nad czym tu się zastanawiać? Trzeba korzystać, tym bardziej, że koszty są dziesięciokrotnie większe - zapewniała. - O ile jest szansa, to mogłabym również zostać takim królikiem ? - spytała z nadzieją w głosie. No i została. Co prawda zabieg jeszcze przed nią, a ja już jestem PO.

Sam botoks to małe piwo. Po posmarowaniu twarzy maścią znieczulającą nie boli nic. Za to nitki… ohohoooo… bolały jak jasna cholera. Tym bardziej, że nie chciałam zastrzyku znieczulającego, bo przecież jak przeżyłam trzy porody, to i to przeżyję.O naiwności!! Przebijanie się przez mięśnie twarzy grubą igłą, odkryło we mnie nowy rodzaj bólu, o którym nie miałam pojęcia.  Trwało to może z pięć minut, a bolało jakby dłubali we mnie pięć godzin. Nigdy więcej nic na żywca!

Małż oczywiście nie został wtajemniczony w owe odmładzanie. Pewnie dlatego nie zauważył żadnych spektakularnych zmian ? RAZ  dostrzegł mój grymas bólu, gdy chciałam się uśmiechnąć, a nie byłam w stanie. -A co to za minka? - spytał. -Ząb mnie boli- odpowiedziałam. Łyknął.

Jak na złość, zaplanował również nasz wypad nad jezioro. Niestety po takim zabiegu, dwa tygodnie trzeba wystrzegać się słońca. Nawet nie pytajcie, ile ja musiałam się nagimnastykować, aby wymiksować się z tego pomysłu. Małż podsumował ową niechęć..-Ja się tak staram, a ty nie chcesz jechać. Ty mnie już nie kochasz. – Kocham, kocham, ale wiesz… przecież trzeba oszczędzać. Budowa dużo kosztuje. - przekonywałam.

Przemilczmy koszt mojego zabiegu, ale to przecież też była budowa.

Budowa mojego wizerunku rzecz jasna.

 

 

  19 comments for “Srał to kot. Rodzaje budowy według królika doświadczalnego.

  1. 13 sierpnia 2017 o 11:39

    I po co Ci to było, Consku? Teraz jak zapomnisz dowodu osobistego to piwa Ci nie sprzedadzą!

    • 13 sierpnia 2017 o 11:54

      Boja, przeceniasz możliwości uczących się na królikach doświadczalnych. Zapewniam.

  2. 13 sierpnia 2017 o 13:32

    Chętnie bym była królikiem. A faceci się nie znają!

    • 13 sierpnia 2017 o 13:50

      Już dawno doszłam do wniosku, że najprędzej to koleżanki zauważą każdą zmianę fizis :) Ewo, jak przybędziesz na Podlasie do połowy września, to dam radę Cię upchnąć po znajomości :)

      • 13 sierpnia 2017 o 16:55

        Jestem w drodze!
        Ale, że na krótko to tylko w Warszawie:(

        • 13 sierpnia 2017 o 19:28

          Eeee.. to tylko 2 godziny jazdy do mnie :)

  3. 13 sierpnia 2017 o 13:40

    Ale masz farta, ja za takie coś cięzką kase musze wybulić. No, może nie za dokładnie taką, ale żeby efekt był. A tu prosze, króliczek. Ja tez chcę, niech boli, dla piękności trzeba cierpieć:)

    • 13 sierpnia 2017 o 13:56

      Anno, wcześniej nie miałam pojęcia, ile to kosztuje. Teraz już wiem i tym bardziej doceniam… a co będzie później?… gdy mi znów wszystko opadnie?. Eeee taaaam, co się będę martwiła na zapas :)

  4. 13 sierpnia 2017 o 15:09

    Pewnie nawet gdybyś przefarbowała się na mulatkę, to by nie zauważył…ale wiesz, po tej historii z obsraniem też bym się bała tej igły…
    życzę oceanu cierpliwości przy budowie, bo nasłuchałam się różności, ale w końcu z nową twarzą pokonasz niejednego urzędnika ;-)
    ale fotkę kotków, to byś mogła w końcu…

    • 13 sierpnia 2017 o 15:39

      W sumie to mnie nie martwi, taka mała spostrzegawczość Małża. Wolę to, niż spostrzegawczość mego kolegi, który zawsze dostrzegał wszystko.Nawet rozmazaną kreskę na powiece… to dopiero było nie do zniesienia ;) Co do fotki obiecuję, że się postaram… ba! jak trzeba błędzie ruszę Młodego aby mi pomógł.

  5. ~2lucia
    13 sierpnia 2017 o 15:13

    Tylko pogratulować odwagi Kons. Ja panicznie boje sie bólu i jakos juz dozyje końca dni w naturze. ale uważam, że dobrze zrobiłaś korzystając z okazji. :)*

    • 13 sierpnia 2017 o 15:41

      Luciu, chciałam się pochwalić owym faktem na Centralnym, ale nie daje rady się zalogować :( Ściskam :*

      • ~Marii
        16 sierpnia 2017 o 09:05

        ale jak to nie dajesz rady???hasło się zapomniało???? weź no….bo ja bym Cię bardzo zobaczyć chciała w nowej odsłonie :)

  6. 14 sierpnia 2017 o 08:45

    Ja myślę, że też dojadę (do śmierci) na tym, co mam ;)
    Jedyny planowany ból to był ten porodowy i …tatuażowy. I wystarczy :)

  7. 14 sierpnia 2017 o 18:27

    ZA żadne skarby bym się nie poddał takiemu zabiegowi, mi zupełnie wystarcza regularne chodzenie do dentysty…

  8. 14 sierpnia 2017 o 21:16

    A jeśli skończysz jak Renee Zellweger i nie będą Cię chcieli wziąć do kontynuacji filmu, bo nie wyglądasz jak w pierwszej części. To są problemy trzeciego świata :D

  9. 15 sierpnia 2017 o 10:02

    Nigdy ale to przenigdy bym się nie zdecydowała na taki zabieg..
    Pozdrawiam Consku. :) .

  10. 17 sierpnia 2017 o 17:47

    O, matko huto! Never! (chociaż, nigdy nie mów nigdy). Chyba ze strachu narobiłabym pod siebie i uciekła z iglą wbitą w policzek. Ja się będę sypać z dumOM i godnościOM osobistOM! Ale podziwiam odwagę koleżanki, podziwiam. Mąż nie zauważył, bo ja mi tłumaczył mój, mężczyźni patrzą całościowo, a kobiety szczegółowo:-)))

  11. 19 sierpnia 2017 o 16:32

    Ja bym tam mogła czytać o twoich kociątkach i98 czytac! Taka podwójna radość z ich dorastania :)
    OO myślałam o tych nitkach, bo taki ciut chomik się mi robi…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *