Płynie, wije się rzeczka. Połowiczne olśnienie.

BIAŁO – CZERWONA.

Poniedziałek, 18 czerwca 2012 (12:19)
Autor:
awatar constans

Nienieeeee. To nie będzie wpis o fladze, ani o strefie kibica. Raczej o innej strefie na mym ciele , którą wczoraj na leżaczku nieopatrznie wystawiłam do słoneczka, po czym zasnęłam. Nie na długo. Gdzieś tak ok.1h. I doprawdy nie miałam takiego zamiaru, aby spać. Ot, przymknęłam oczka na chwilę. A kiedy je otworzyłam to nie zdawałam sobie sprawy, że tyle czasu już minęło. Wstałam z leżaczka tylko dlatego, że zachciało mi się pić. No i usiadłam.

Uuuuu. Jakoś tak zapiekło. Dość mocno nawet. To ja pobiegłam do lustra. -Wamać !! Poślady w kolorze przejrzałego pomidora. Nooo, nie całe … tylko w tych miejscach gdzie majty były podwinięte.

Ale doprawdy to wystarczyło ,abym o posadzeniu siebie bez ssssyku mogła pomarzyć (swoją drogą jak różne można mieć marzenia) Wysmarowałam się pantenolem…  a potem musiałam ratować się jogurtem, bo pantenol wyszedł.

A dziś pojechałam do pracy … UWAGA!! W spódnicy… może drugi raz w ciągu siedmiu lat. Pierwszy nie skomentował . Może nawet nie zauważył ?I był luzzzz. Ale Drugi od progu zaczął komentować moje opalone nogi. Że powinnam częściej zakładać spódniczki. Bo nogi to.. bo nogi tamto.. i wogle jeny, jeny. To Pierwszy wyszedł i wrócił dzierżąc w dłoni 3 kubeczki z lodami. - To dla ochłody dzisiejszej gorącej atmosfery.-Stwierdził.

A ja byłam taka zszokowana tymi lodami, bo nigdy się to nie zdarzyło. Powiem wam, że ja nie przepadam za lodami ( no chyba że to są śmietankowe z laską wanilii.. Zielona Budka ) ale musiałam się poczęstować przecież. Ale najchętniej to ja nimi bym posmarowała.. no wiecie co. Dobra. Idę posiedzę na murku w kibelku ,aby se ochłodzić.

*************************************************************************************************

W nawiązaniu do powyższego wpisu chciałam wyjaśnić, że oto znów opaliłam się dość specyficznie. Ale może od początku. Mianowicie ,organizując szeroko pojętą rozrywkę dla czeskich gości, postanowiliśmy wyruszyć na spływ kajakowy.

Pogoda nam sprzyjała, gdyż słoneczko schowane było za chmurami, temperatura była znośna a i wiatr tylko delikatnie poruszał szuwarami. Oczywiście wszyscy wdzieliśmy kapoki, choć brzuch mego Małża wymagał znacznego popuszczenia troczków. W kajaku zajęłam komorę przednią. W tylną wcisnął się Małż Mój Wiosłujący. Zaopatrzeni w paliwo w postaci browarów i koniaczka wyruszyliśmy z prądem. Po obu stronach wysokie zarośla, przed nami  17 km wodnego szlaku.

Początkowo wszyscy wydawali z siebie ochy i achy, zachwycając się okolicznościami przyrody. Kolejne zakręty dochodzące do 200 stopni powodowały dreszcz niedowierzania, że rzeka może aż tak się wić. Po jakiejś godzinie, mieliśmy wrażenie, że w linii prostej nie pokonaliśmy nawet kilometra. Dobiliśmy więc do dzikiej plaży, opróżniliśmy co było do opróżnienia, sprawdzając wpierw czy gdzieś w trawach nie czai się jakaś żmija czy inna poczwara. Potem, kto miał życzenie, dotankował procentów i z pieśnią na ustach ruszyliśmy dalej. Słoneczko wyszło zza chmur, jakby zaciekawione wesołą flotyllą.

Ponieważ rzeka wykazywała głębokość w porywach do półtora metra, zdjęłam kapok i bluzkę, wyciągnęłam nogi na kadłub kajaka i pogrążyłam się w myślach. Małż wiosłował bez zbytniego zaangażowania. Kolejna godzina minęła, a my ciągle nie dopłynęliśmy do pierwszej miejscowości. Zniechęceni nieco, znów dobiliśmy do brzegu, rozprostowaliśmy kończyny i spożyliśmy kanapki sporządzone w ilościach hurtowych. Popiliśmy resztkami trunków i doszliśmy do wniosku, że jednak musimy ” się przyłożyć” bo jak tak dalej będziemy się opierdzielać, to do celu nie dotrzemy przed nocą. Zanim wypłynęliśmy ponownie na szlak, najmłodszy uczestnik spływu, dziesięcioletni Filip, zapałał chęcią zmiany i postanowił zająć moje miejsce, gdyż chciał płynąć ze „stryjdą” ( po polsku stryjkiem). Niedosłyszący dziadek (80 l) spytał z ciekawością, kto jest tym „srajdą” ?I tak oto Małż mój został przechrzczony i pozostał Srajdą do końca wycieczki. Oczywiście najbardziej to ja się śmiałam, bo okazało się, że żona Stryjdy to jednak Teta, a nie jakaś   ” Sraczka”.

Kiedy po zamianie wylądowałam w kanoe, wraz z rodzicami Filipa, nie było już tak lekko, bo musiałam wiosłować. Ale i tak miałam lżej niż mój Najmłodszy, który za pasażera miał wspomnianego wyżej dziadka ,który co i rusz mierzył poziom wody w rzece, zanurzając wiosło, w ten sposób skutecznie hamując rozpędzony kajak. Młody zgrzytał zębami do czasu, aż skonfiskowałam wiosła dziadkowe, wyjaśniając że… – Tatuś wystarczająco w swoim życiu się napracował, więc niech teraz odpoczywa i da się wykazać młodemu pokoleniu. Wdzięczność w oczach syna była kolosalna.

Potem to już szczerze wszyscy mieli dość i tych widoków, i tych zakrętów, i wiosłowania, i wszyscy byli znużeni jak po wielogodzinnej akademii na cześć. Po czterech godzinach dostrzegliśmy w końcu nasz Kościół, który jest najbardziej wysuniętym na południe przyczółkiem naszego miasteczka. Wszyscy odetchnęliśmy, tylko dziadek był rozczarowany, że tak szybko dopłynęliśmy do przystani.

I dopiero kiedy postawiłam stopę na suchej ziemi, poczułam ciepło na połówce swego roznegliżowanego ciała. Wcześniej myślałam, że to z powodu wiosłowania takie rozgrzanie mnie dopadło.A tu -Taaaaadaaammm!! Byłam opalona połowicznie tzn. pół twarzy z połówką nosa włącznie.. lewa ręka i lewa noga. Dekolt o dziwo cały walił po oczach kolorem buraka ćwikłowego. A najdziwniejsze było to, że tylko mnie spotkało takie połowiczne wyróżnienie.

Dziś już jest znośnie. Spodnie ukryły opaloną nogę, rękę zasłania długi rękaw a opalony dekolt przyciąga uwagę tak bardzo, że  nikt nie dostrzega mojej połowicznej opalenizny na twarzy. Au jea!

Aha.. „padło”  po czesku, to wiosło. I weź tu się nie śmiej.

  18 comments for “Płynie, wije się rzeczka. Połowiczne olśnienie.

  1. ~Pani S.
    19 sierpnia 2014 o 21:11

    Wiem, co czujesz. Dałam się kiedyś namówić na spływ pontonowy. Ponton sześcioosobowy, a nas dwójka (i leniwy nieletni). O matko! Jak ja się namachałam (6 godzin z krótką przerwą)! Ale najgorsze było to, ze w pewnym momencie należało ponton przenieść spory kawałek, a on ważył lekko 70 kg! Nigdy więcej, chyba że w wersji pięciu mięśniaków i ja! Ale opalić się nie opaliłam, bo filtry maksymalne nałożyłam. Oczywiście na słońce też mam uczulenie. ;)

    • 19 sierpnia 2014 o 21:40

      pięć mięśniaków i Ty?. he he… jak to człowiek uczy się na swoich błędach ;) ale żeby na słońce RÓWNIEŻ?.. ojejuńciu jak mi przykro :(

  2. ~Calluna
    19 sierpnia 2014 o 21:25

    To niezła zaprawa, a opalenizna oryginalna, niepowtarzalna. Pamiętać będziesz długo.

    • 19 sierpnia 2014 o 21:43

      w sumie trochę się namachałam padłem, ale jakoś nic mnie nie boli… bardzo się dziwię, bo nigdy nie byłam mocna w rękach :) tak, będę pamiętać i dziesiątemu doradzę, żeby uważał na słońce podczas takich wypraw :)

  3. 20 sierpnia 2014 o 07:13

    No na pewno byliby zadowoleni jak Ty byś tymi lodami to wiesz co ..smarowala. ale opalania takiego nie polecam. Ja rączek się chowam przed słońcem. Pozdrawiam

    • 20 sierpnia 2014 o 09:14

      he he… no to by była jazda bez trzymanki ;) Serdeczności :)

  4. 20 sierpnia 2014 o 08:52

    Och, jak mi brakuje spływu w tym roku! A opaleniznę mam typowo kolarską- białe rękawiczki, dziurki w sandałach, nogawki szortów, krótki rękaw koszulki, okulary ;)

    • 20 sierpnia 2014 o 09:20

      właśnie po tej fotce, co to ją zamieściłaś ( opalone połowicznie uda koleżanki ) pomyślałam, że jednak bardzo trudno opalić potem takie białe pozostałości :( zawsze jednak można pójść na jakiś natrysk samoopalaczem :) ale niestety ,takich wyrzeźbionych nóg kolarza żaden natrysk nie wyczaruje :)

  5. 20 sierpnia 2014 o 10:17

    kilka lat temu w pewny piękny niedzielny dzień zupełnie niechcący i nienaumyślnie zjarałam się na raka, nie, rak to był przy mnie pikuś!
    gdy w poniedziałek zjawiłam się w pracy, ochroniarz (który mnie znał nie od dziś) nie chciał mnie wpuścić, uczynił to dopiero po okazaniu legitymacji, a współpracownicy patrzyli na mnie podejrzliwie z niedowierzaniem kto to się rano w firmie znalazł
    nawet ze wstydu buraka puścić nie mogłam, bo już taaaaka czerwona byłam…. :( :)

    • 20 sierpnia 2014 o 10:39

      no to rzeczywiście zmiana była spektakularna :) a z tym puszczaniem buraka… hym… zawsze myślałam, że z tego się wyrasta, ale okazało się, że nie w moim przypadku :( a tu jak widać opalenizna może być alternatywą dla tej przypadłości :)

      • 20 sierpnia 2014 o 10:42

        z buraka się nie wyrasta, czego jestem świetnym przykładem :P

        • 20 sierpnia 2014 o 10:45

          szczęściara :) ja tam do dziś płonę jak jakaś pensjonarka..

  6. ~Parafka.
    20 sierpnia 2014 o 18:02

    Nie umiem pływać i boję się, że się utopię, jak się kajak przewróci, toteż nie korzystam z wodnych rozrywek w ogóle. WCALE. Tak, mieszkam niecały kilometr od morza i także nie uczęszczam na plażę.

    PS: Też puszczam buraka przy byle okazji i mam wrażenie, że z wiekiem jest coraz gorzej… :D

    • 20 sierpnia 2014 o 21:08

      oooo… taki strach musi być paraliżujący… współczuję bardzo… :( co do puszczania buraka… jak do trzydziestki Ci nie przejdzie, to później szanse na pozbycie się tej przypadłości będą coraz mniejsze… tak więc jest jeszcze nie wszystko stracone :)

      • ~Parafka.
        20 sierpnia 2014 o 21:56

        A wbrew pozorom nie mam fobii, po prostu nie korzystam z tego typu rozrywek. Jak się w Bałtyku dzieciak topił, to nawet się nie zastanawiałam, tylko wlazłam do wody, ino pewność miałam, że sama się w niej nie zacznę topić.
        O, jeszcze sześć lat niepewności… A już byłam w stanie się pogodzić z losem :P :)

        • 20 sierpnia 2014 o 23:44

          jeśli tak, to szacun wielki :) mam nadzieję, że dzieciak zapamiętał tę lekcję na zawsze :) grunt to siebie zaakceptować :)

  7. ~miro
    20 sierpnia 2014 o 20:28

    Ahoj :) jak jeszcze kiedyś przyjdzie mi na myśl zrzędzić jak los mnie ciężko doświadcza to nieeenie-zaraz pomyślę se o Tobie biednej.Naschle Consiu :))))

    • 20 sierpnia 2014 o 21:22

      Ahoj Miro :) jasne jasne… nie ma jak pocieszać się, że ja mam gorzej… jakie TO polskie ;) Dobrou noc :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *