Zero siedemset zgłoś się cz.1. Coś się zaczyna i coś się kończy.

ciąg dalszy ………poprzedniej historii ……..

-Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z Janem? - męski głos brzmiał niezwykle ciepło. - Męża nie ma w domu. Proszę dzwonić na komórkę - starała się być uprzejma.

Ale właśnie próbuję  do niego się dodzwonić, lecz bez skutku. Zmieniłem numer, więc może z tego powodu nie odbiera ?

W takim razie, może mi się uda. Mam coś przekazać ? 

- Nie, nie. To nic ważnego. Proszę tylko powiedzieć, że dzwonił Jędrzej.

– Jędrzej tak? Dobrze, przekażę -  odłożyła słuchawkę i spojrzała na sąsiadkę.

Anka zastygła z papierosem w dłoni, wsłuchana w rozmowę  gospodyni. Kiedy ta zakończyła, krzyknęła

- No przecież ci mówię. Jacek ma kogoś !

- Spokojnie, nie denerwuj się. Lepiej powiedz skąd wiesz?- Konstancja pragnęła uspokoić roztrzęsioną koleżankę. Myśl, że Anka znalazła koronkowe strzępki jej majtek w kieszonce Jacka, nie dawała spokoju. Otworzyła lodówkę. Miała nadzieję, że chłodne powietrze zgasi wypieki na twarzy.

- No wiem i już! -Anka znów krzyknęła próbując wzniecić ogień w zapalniczce. Po kolejnej nieudanej próbie spytała - Masz zapałki?

- Niestety. Możesz odpalić od kuchenki.

Anka podeszła do kuchenki i pochyliła nad palnikiem.

- Wiesz że próbował namówić mnie na to, abyśmy się kochali na kuchennym stole?- spojrzała na gospodynię, która zamknęła lodówkę i otworzyła szafkę. - Kesi, proszę cię, usiądź i powiedz mi, co o tym wszystkim mam myśleć? - złapała koleżankę za rękę.

Konstancja próbowała powstrzymać drżenie dłoni.- Aniu, przecież seks na stole jest przyjemny-   spojrzała w okno na dom koleżanki i uśmiechnęła do swoich wspomnień.

- Co ty gadasz kobieto !?… Ale że ty z Jankiem … ten tego tu na tym blacie? -Anka znacząco mrugnęła i stuknęła dłonią w mebel.

Nie, no coś ty. Tylko tak mówię. Gdzieś o tym czytałam - Konstancja próbowała być przekonywująca.

Może po prostu Jacek też o tym czytał i chciał spróbować?- przekonywała dalej.

-Hym… rzeczywiście mogło tak być - Anka przechyliła głowę do tyłu  i wypuściła trzy kółeczka  dymu tytoniowego, które wzniosły się aż pod sufit.

*                                      *                                       *                              *

Telefon stacjonarny przypomniał o swoim istnieniu w chwili, gdy Konstancja wyszła spod prysznica. Szybko zarzuciła szlafrok na mokrą skórę i skierowała w stronę kuchni. - Kto dzwoni o tak późnej godzinie? - rozmyślała po drodze. Wytarła dokładniej dłoń i podniosła słuchawkę, leżącą na blacie.

-Dobry wieczór. Jędrzej z tej strony. Przepraszam bardzo, że znów dzwonię, ale chciałem spytać, czy rozmawiała pani z mężem?- usłyszała, zanim cokolwiek zdążyła wtrącić.

Tak, rozmawiałam z mężem i powiedziałam, że pan próbował go namierzyć.

 - W takim razie bardzo pani dziękuję.

- Ależ nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie - dodała dość wyświechtany tekst i już miała nacisnąć czerwoną słuchawkę.

- Przepraszam, jeżeli chodzi o przyjemność, to zaręczam, że po mojej stronie również.

Konstancja uśmiechnęła się – Bardzo mnie cieszy, że tak się dobrze rozumiemy, choć przecież wcale się nie znamy. 

- Ależ ja panią znam z opowiadań Jana - zapewnił. -Widziałem również pani zdjęcie -pośpiesznie dodał.

-No coś podobnego - nie potrafiła ukryć zdziwienia. - Jeżeli tak, to musi być pan bardzo dobrym kolegą męża. 

Rzeczywiście jestem, a może raczej byłem - usłyszała smutek w jego głosie. -Ale mam jeszcze jedną prośbę do pani. Czy możemy mówić sobie po imieniu? -spytał nieco pogodniej  

-No dobrze. Skoro jest pan... – przerwała na moment… - Jesteś… takim bliskim znajomym, to nie ma problemu.

 Bardzo miło cię poznać Konstancjo. 

- I ciebie również Jędrzeju - dodała z uśmiechem, bo zabrzmiało to wszystko bardzo oficjalnie.

W tym momencie usłyszała stukanie kołatki w drzwi wejściowe. - Przepraszam, ale muszę kończyć. Ktoś przyszedł .

- Dobranoc, Konstancjo. Zadzwonię jutro - usłyszała obietnicę.

- Miłych snów - zakończyła rozmowę.- Jutro? Ale dlaczego  będzie dzwonił jutro? - pomyślała podchodząc do  wejścia.

Już chciała nacisnąć przełącznik, lecz usłyszała głos Jacka

- Nie zapalaj światła, to ja. Muszę z tobą porozmawiać. 

Wyszła na werandę, zamykając za sobą drzwi.

- Co się dzieje? - spojrzała na zdenerwowanego mężczyznę.

To może ty mi powiesz, co się dzieje?- złapał ją za ramiona i przycisnął do ściany.

Ale o co ci chodzi? - spytała przestraszona.

Nie o co, a o kogo - zaakcentował ostatni wyraz i mocniej zacisnął dłonie

Przestań, to boli - próbowała wyzwolić z uścisku. Jednak trzymał zbyt mocno.

Wiesz z kim dziś rozmawiałem? No jak myślisz? - spytał, ale nie czekał na odpowiedź.- Z Ryszardem. Kojarzysz go?

Kobieta przestała się szarpać.

Co, zdziwiona jesteś, że znów dzwonił ?

Nie odpowiedziała. Nie wiedziała co mu Ryszard zdradził.

Też byłem zdziwiony, jak zapytał o Justynę - zwolnił uścisk, odszedł, oparł o balustradę, spojrzał na sąsiadkę i relacjonował dalej. - On pyta,jak gdyby nigdy nic, czy rozmawia z mężem Justyny. No to mu mówię, że Justynka nie ma męża, bo ma dopiero trzy latka. – zaśmiał się nerwowo - I wiesz co, ten fiut zgłupiał dokumentnie, bo coś tam dukał … – ale jak to?… – to niemożliwe? - naśladował głos dzwoniącego gestykulując  - Jednak coś mnie tknęło i spytałem, jak wyglądała owa Justyna. – No i wiesz jak ? Dokładnie tak jak ty - zaśmiał się ponownie. 

- Anka o tym wie?-  - spytała cicho.

 - Nie. Dzwonił jak wyszła do sklepu..

Nie mów jej o tym. Proszę - zbliżyła się i dotknęła dłonią jego policzka.

- Nie będę wnikał, dlaczego o to prosisz, ale musisz mi powiedzieć całą prawdę - ujął ją za rękę.

- Dobrze. Powiem jak było. Poznałam go na dworcu autobusowymDałam mu wasz numer, bo nie chciałam dać swojego.

Tak? I to wszystko? – odsunął ją od siebie i spojrzał w oczy.

Wszystko - potwierdziła.

Dlaczego kłamiesz?! – krzyknął i znów złapał ją za ramiona.

Ale… przecież… – próbowała coś wtrącić, lecz on nie dopuszczał jej do głosu.   - CoMyślisz, że nie wiem dlaczego on dzwoniłChciał się po prostu z tobą pieprzyćTak właśniePieprzyć - wycedził przez zęby ostatnie słowo. -Tak jak ja teraz - złapał ją za włosy i pociągnął do tyłu.

Wpił się w jej usta. Zacisnęła wargi, ale rozwarł je własnym językiem. Objął ją mocno. Poczuła nabrzmiałą męskość. Przestała się bronić. Jednak on ciągle był gwałtowny. Szarpnął za pasek szlafroka, rozchylił poły i  przesunął w kierunku ściany. Złapał za piersi obiema dłońmi i przyssał się do brodawek. Jęknęła z bólu.

Jacek… nie tak mocno ..  boli  - szepnęła.

Dziś będzie bolało - usłyszała groźbę, lecz się nie przestraszyła.

 

…………. ciąg dalszy nastąpi……. kiedyś…

Takie tam wycinki z życia wiadomej bohaterki pisane pod wpływem wczorajszej nawałnicy…

  22 comments for “Zero siedemset zgłoś się cz.1. Coś się zaczyna i coś się kończy.

  1. 15 maja 2015 o 17:40

    No i się podnieciłam! Może mój Ślubny powinien podziękować za tą historyjkę, bo wykonała za niego kawał roboty ;P A jest w niej kilka elementów, szczególnie jeden przez które bardziej działa na mnie .. ale to ciii.. tajemnica!

    • 15 maja 2015 o 19:26

      Loonei, no to żeś się odkryła ;) nie trudno wpaść na to, co działa na Ciebie … przynajmniej ja mam 99,9 procent pewności :)

  2. ~Pani S.
    15 maja 2015 o 19:48

    Ciekawe, co by się działo u Konstancji, gdybyś mieszkała w strefie tajfunów… :D

    • 15 maja 2015 o 19:54

      He he… pewnie bym była bardziej popularna niż E.L.James ;)

  3. ~Iwa
    16 maja 2015 o 09:48

    Konstacja wróciła:) no czas najwyższy:))) i mimi, ze historia dzieje się późną porą to dla mnie wokół niej jest duużo światła:) i hmmm, dlaczego czytając o niej, dziś miała mój szlafrok na sobie:)) a swoją drogą skoro burze Consku wprowadzają takie tachnienie twórcze to co by zrobiło np tsunami?:)) no ciekawe :))

    • 16 maja 2015 o 20:19

      No ja też nie mam pojęcia,dlaczego burze tak na mnie działają ;)

  4. 16 maja 2015 o 18:07

    A ja się nie podnieciłam. A książki mi mówiły, że po 60 będę lwicą ;) .

    • 16 maja 2015 o 20:26

      He he… widocznie jeszcze do Ciebie nie dotarła ta lwica… może tuła się gdzieś po okolicy, biedulka ;)

  5. 17 maja 2015 o 07:58

    I tak w trakcie gry wstępnej przerwać? :)

    • 17 maja 2015 o 13:44

      No cóż… siła wyższa… burza jakoś tak nagle się skończyła ;)

  6. 17 maja 2015 o 11:29

    Konstancja coraz mniej czasu ma na zwykłe czynności życiowe…

    • 17 maja 2015 o 13:50

      Boja, a naprawdę chciałbyś, aby historie o Konstancji były sprawozdaniami z dnia codziennego?… oj, jakoś trudno mi w to uwierzyć…

      • makrela
        17 maja 2015 o 15:31

        w amerykańskim stanie Wirginia seks jest dozwolony jedynie w ciemnościach/wyłączonym świetle i to tylko w pozycji misjonarskiej – boi pewnie chodziło o takie podstawowe czynności życiowe.

        • 18 maja 2015 o 14:20

          No to Ci powiem, że wolę jednak nasz, klerykalny kraj ;)

  7. 17 maja 2015 o 18:35

    Czytanie wpisu, w którym jedna z bohaterek ma tak samo na imię jak ja, bywa ekscytujące :)

    • 18 maja 2015 o 14:23

      A mogłabyś mieć na drugie Konstancja ;)

  8. ~elżbieta
    17 maja 2015 o 20:05

    Burz potrafi wszystko.Wierzę w to, bo bardzo się jej boję od dzieciństwa.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • 18 maja 2015 o 14:24

      Tak. Jak widać nie należy burz ignorować w żadnym wypadku :) Serdeczności :)

  9. 18 maja 2015 o 17:12

    Telefoniczne znajomości.. Przez telefon podobno można się nawet zakochać :D Co sam głos może zrobić z człowiekiem..

    • ~Iwa
      18 maja 2015 o 18:51

      :) :) o to to:)) i cos w tym jest:) często rozmawiam z ludzmi, których nie znam- mimo że po pewnym czasie przechodzimy na per ty:) i glosy -facetów zwłaszcza, niektorych oczywiscie, są zniewalające:))- a potem jak dochodzi do jakiegoś kieratowego spotkania to albo parskąć smiechem to mało, albo jęknąć „o jezuńciu”, albo….faktycznie dech zapiera i budzi sie namiastka Konstacji:P a że to spotkanie służbowe wdech i wydech i przechodzimy dalej do kolejnego punktu programu:)
      To tak a propos głosów w telefonie :))
      Buuuziolce:)

      • 18 maja 2015 o 21:12

        Oj Kochana.. to z Ciebie taki gagatek ;) Jak widać każda z nas ma coś z Konstancji ;) Buźka :)

    • 18 maja 2015 o 21:04

      No fakt. Znam taki przypadek, gdy pomyłka telefoniczna doprowadziła parę przed ołtarz :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *