Długofalowe skutki spłodzenia synów. Ściśle według instrukcji.

Zapowiada się piękny dzień, który w większości spędzę na ryciu. Ciągle jeszcze macham motyką w ogrodzie i na warzywniku. Z całej paczki ogórków wzeszło dwa. A o cukinię to nawet nie pytajcie, bo z dziesięciu nasionek umieszczonych w torebce, żadne nie wzeszło. Póki co musiałam opleć pusty zagon. Ale dokupię i dosadzę. Obiecuję. W końcu muszę jakoś uzupełnić taki kawał ziemi. No i lubię leczo. I to by było na tyle w kwestii rolniczej.

Aaaaaa… nienieeeee… jeszcze muszę przecież donieść, że Małż przywiózł dziesięć sadzonek winorośli. Dwie daliśmy sąsiadce, bo spoko kobieta jest. Resztę posadził. Sam. Bo… -Skoro przywiózł je, z ziemi włoskiej do polskiej, to niech dokończy dzieła i niech poczuje odpowiedzialność historyczną… albo inną – tak go poinformowałam. Pokazałam tylko miejsce i poszłam.

Małż podszedł do zadania w sposób profesjonalny. Kazał Młodemu znaleźć w necie ” Metody sadzenia winogron” Potem dostosował się do wskazówek wysłuchanych i wyczytanych. Bolał nad tym, że nie ma świdra, którym na filmiku wiercono dołki. Musiał zadowolić się szpadlem. Ale sam nie kopał. No w życiu. Spłodził przecież dwóch synów, którym powierzył zadanie. Młodzi Gniewni nie za bardzo się palili. A może za bardzo? Starszy już przy pierwszej dziurze połamał trzonek. Jednak ojciec był zawzięty i po naprawie kazał kontynuować kopanie. Ściśle według rozciągniętego sznurka. Sam poszedł obok taczki, którą pchał Młodszy, po nawóz do sąsiada. Myślałam, że sami produkują obornik, bo kupę czasu im to zajęło. Ale w końcu wrócili i kontynuowali sadzenie, co mnie wprawiło w zdumienie, bo jeszcze nie widziałam, aby Małż mój zrobił jednego dnia coś, od początku do końca. Złapałam nawet za kamerę, aby zachować ów czyn, dla potomności.

I oto na karcie pamięci uwieczniłam moment, jak każe Starszemu wypełnić dołek obornikiem, Młodszemu ubić ów produkt przemiany materii młotem, Starszemu podsypać ziemią i utworzyć kopczyk, Młodszemu rozłożyć korzenie na kopczyku, Starszemu przysypać ziemią i udeptać. Następnie SAM udał się po wodę. Miał niejakie problemy z obliczeniem ilości, bo sadzonki trzeba było podlać czterema litrami wody, a on nie wiedział, jaką pojemność ma polewaczka. No to go przekonałam, że.. -Jak wyleje całą zawartość na jedną sadzonkę, to na pewno jej nie utopi. Udał że nie usłyszał sarkazmu i zrobił tak jak poradziłam. Potem trzeba było wyrychtować osiem palików i powiązać je drutem. Ale już było za ciemno, aby jechać do lasu. A i piła motorowa padła ze starości. Wobec powyższego czynność została przełożona w czasie. Nie wiadomo na jak długo. Jak znam życie do do maja 2016.

W końcu do każdej pracy trzeba się należycie przygotować.

  45 comments for “Długofalowe skutki spłodzenia synów. Ściśle według instrukcji.

  1. 25 maja 2015 o 10:19

    Ciekawe, jak to przyjęła karta pamięci? ;)

    • 25 maja 2015 o 11:15

      Tereso :) nie takie ” dziwy ” mam nagrane, więc nie powinno być problemów :)

  2. ~kejzi
    25 maja 2015 o 10:25

    u mnie rolety w kotłowni rok czekają na powieszenie…i tak sobie myślę że sama je dzisiaj powieszę.w końcu to chyba nie jest jakaś większa filozofia. a z wykorzystywaniem potomstwa u nas jest identycznie ;)

    • 25 maja 2015 o 11:17

      Kejzi :) bo przecież odkąd wynaleziono piloty,sens posiadania dzieci jakby się spłaszczył ;) wobec tego trzeba znajdywać inne zastosowania ;)

  3. 25 maja 2015 o 10:27

    Prace rozdzielone jak w gospodarstwie doświadczalnym, a latorośle nasiakają jak skorupka za młodu… Miłego gracowania:-)

  4. 25 maja 2015 o 14:04

    No, to teraz będzie tydzień jęczał, ze go kręgosłup boli ;) Mój tak jęczy ;)

    • 25 maja 2015 o 19:10

      Akacjo, jacy oni są przewidywalni ;) Mój już zapisał się na masaż do mojego masażysty ;)

  5. ~Iwa
    25 maja 2015 o 14:44

    Poczekajcie poczejacie Consku:) ja Ci juz sle pierwrodnego syna mego ze z pila motorowa:) on to uwielbia takie jaselka a i mousz chetnie zmieni zajecie na bardziej przyziemne:))) o to by sie chopaki ucieszyli:))) aaa, no i gąsiorek na wino tez kupic trzeba:))

    • 25 maja 2015 o 19:14

      No popatrz… tacy chętni?… to zaproszę ich do naszego lasu, tam to se można poszaleć z piłą :D Gąsiorek stoi w spichlerzu, tylko trzeba będzie go odkurzyć ;)

      • ~Iwa
        25 maja 2015 o 22:09

        No to bedziemy w komplecie na lesnych zniwach:) ale na turnus to jade sama:) no moze z piesem:)

        • 26 maja 2015 o 13:10

          Iwuś :) bez piesa się z domu nie ruszaj :)

  6. 25 maja 2015 o 14:56

    A to wesoło macie :) Muszę mojemu tacie podsunąć Twój wpis Consku, bo on zawsze marzył o synach, a ma 4 córki :)

    • 25 maja 2015 o 19:16

      Aż cztery?… superancko :) Bo chyba wiesz,że aby stworzyć dziewczynkę to trzeba wykonać koronkową robotę ;)

  7. 25 maja 2015 o 17:23

    To Ci się udało -ich wszystkich zmobilizować do pracy ;]

    • 25 maja 2015 o 19:17

      Kobieta jak zechce to na każdego faceta znajdzie sposób ;)

  8. ~ja i moje urwisy
    25 maja 2015 o 19:50

    No to mąż nauczył synów pracy na roli ;)

    • 25 maja 2015 o 20:20

      Ależ oni są doskonale przeszkoleni, gdyż sama ich ciągle uczę :) A Małż lubi się nimi wysługiwać i tyle ;)

  9. ~Urmila
    25 maja 2015 o 20:40

    Witaj Consku;) Pozdrawiam z mojej Zielonej Krainy Ciszy. Kopnęłam swoje życie w mieście i przyjechałam niedawno tu, do dżungli ptaków, na pustkowie, w którym ani żywej duszy. Też zamierzam jutro wziąć się za prace w ogrodzie. Nie będzie łatwo;) Buźka!

    • 26 maja 2015 o 13:00

      Heloł Urmilko :) Zielona Kraina Ciszy brzmi bardzo uspokajająco, ale naboga taka samiutka tam egzystujesz? Ale skoro wpis okrasiłaś uśmiechniętymi buźkami to pewnie jesteś z tego powodu mega szczęśliwa :) A ja właśnie wróciłam utytłana błotem, bo szalałam w ogrodzie tuż po deszczu :) Buźka :*

      • ~Urmila
        26 maja 2015 o 17:25

        Tak, jestem tu sama. Mam tą możliwość, że mogę tu uciec po cichutku, kiedy jestem już bardzo przemęczona i potrzebuję swojej ciszy. I wiesz, nikogo tu nie zabieram i nikt nie wie gdzie jestem, bo to takie moje miejsce.
        Ja też wróciłam niedawno z ogrodu:) spodnie mam mokre po kolana a tylko kwiatki sadziłam. Niestety kret znów mnie nawiedził i muszę na niego rzucić jakiś Czar. To całuję i zabieram się za rozpalanie w piecu bo zimno… a na kolację sałatka z kurczakiem. Zapraszam;)

        • 27 maja 2015 o 09:10

          No popatrz.. znów kret zawitał :( ale wiesz co, znam jeszcze jeden sposób.. nalać do norki nawozu z pokrzywy ( wyrwaną zalewa się wodą i ona sobie się kisi dwa tygodnie, choć śmierdzi gorzej jak szambo jest bardzo dobra do podlewania roślin, pozbywania sie mszyc i innych szkodników.. oczywiście rozcieńczona ) spróbuj, może się uda :)

          • ~Urmila
            27 maja 2015 o 10:29

            Znam tą miksturę na mszyce a pokrzyw tutaj całe hektary. Cały warzywniak skopał i ogromny kopiec postawił przy jaśminowcu, który i tak ucierpiał podczas wiosennych przymrozków. Nie wspomnę o tym, że przebił się wczoraj przez kamienie i zrobił kopiec przy mojej ulubionej róży. Musi być ogromny bo dziura, którą po sobie zostawia jest niemałej wielkości. Na razie wrzucam w norki kulki na mole;) ale chyba się uodpornił:)

            • 27 maja 2015 o 10:43

              Kulki na mole nie działają :( wiem bo kiedyś stosowałam… sadziłam też czosnek ozdobny bo podobno nie lubi zapachu … no i wspomnianą Koronę… na warzywniku tatuś wtyka patyki na których zawiesza butelki plastikowe trochę pogięte, aby się kręciły na wietrze, wydaje mi się, że pomagają, tylko widok nieszczególny :(

              • ~Urmila
                27 maja 2015 o 11:42

                Przyznam, że w tamtym roku to zakupiłam wszystko co było możliwe w sklepach do walki z kretami, włącznie z karbidem i niestety nic nie pomogło. One się niczego nie boją, nawet hałasu. Pamiętam jak sąsiad kosił trawę tuż obok mojej rabaty, wokół której tata układał kostkę uderzając w nią drewnianym młotem, a obok kret zaczął robić kopiec. Raz tata rękami wyjął go z ziemi bo był na wierzchu. Tak naprawdę ani zapachy, ani hałas już je nie odstraszają. W tych czasach, kiedy jest dużo działkowiczów, one się przyzwyczaiły do ludzi, podobnie jak dzikie zwierzęta z lasu przychodzą po jedzenie. Ostatnio przeczytałam w ogrodniczym miesięczniku, że jedyny sposób na kreta to go pokochać. A we mnie jest tyle miłości… hahahaha

                • 27 maja 2015 o 12:41

                  Urmilko :D jesteś wielka z taką miłością do szkodnika ;) jest jeszcze jeden.. niezawodny sposób… zwie się PIES :) ale jak zacznie kopać w poszukiwaniu kreta, to żadna róża tego nie przeżyje :(

  10. 25 maja 2015 o 21:00

    A wina to kiedy można się spodziewać? Pytam, bo byłbym zainteresowany…

    • 26 maja 2015 o 13:04

      Boja, jak się sadzonki przyjmą, to pewnie za trzy lata będzie plon jakowyś, który najprawdopodobniej zostanie skonsumowany na bieżąco… uzbieranie owoców na wino przewiduję na rok 2021… a potem jeszcze leżakowanie, rok przynajmniej, więc tego… nie wiem czy do tego czasu nie stracisz zainteresowania moim winem :)

      • ~Pani S.
        26 maja 2015 o 14:10

        No zachęcająco ten rok 2021 nie brzmi… Ale jestem twarda, poczekam. Chciałam też nadmienić, że po pierwszym zdaniu wykwitł w mojej głowie obraz Krecika i tak już zostało do końca lektury. Ach jo! :D

        • 27 maja 2015 o 09:06

          Pani S :) ja tam mogę być krecikiem, wszak wzrok mi poleciał w dół i sięgnął krecich nor :D Tak mi poleciał, że nie mogę znaleźć drogi do blogu Pani :(

      • 26 maja 2015 o 21:11

        2021? Aż boję się liczyć ile wtedy będę miał lat… Ale skoro zamierzam doczekać emerytury, to może i wina doczekam?

        • 27 maja 2015 o 09:13

          Boja, na dobre wino nie szkoda czekać ;)

  11. 25 maja 2015 o 21:13

    Mój M. wypisz-wymaluj taki sam! Nie pamiętam, kiedy samodzielnie wykonał jakąkolwiek pracę. Czasami, w ramach delelegacji zadań, zobowiąże się do pomagania mi i np. odkurzenia mieszkania. Nawet przy tej nieskomplikowanej czynności znajdzie pretekst, żeby poprosić mnie o pomoc ze dwa razy: a to, żebym fotele podniosła, a on odkurzy pod nimi, a to, żebym sprawdziła worek w odkurzaczu i tak ze wszystkim. A ja wściekam się, bo przecież nie po to poprosiłam go o pomoc, żeby i tak być przy danej czynności zajęta.

    • 26 maja 2015 o 13:09

      Ha ha ha :D Bo samodzielność w pracach domowych, nie jest mocną stroną większości mężczyzn… choć muszę Ci powiedzieć, że właśnie mój Starszy umył SAMODZIELNIE okno w kuchni i nawet powiem Ci, że nie ma smug… jednak wcześniej tak mi podniósł ciśnienie, że… Maaaatkoboskoczenstochosko!! I to w Dzień Matki prosze ja Ciebie.. ech.. szkoda słów ;)

  12. 26 maja 2015 o 00:19

    Skąd ja to wszystko znam? Raz nawet zdarzyła mi się przyjemność: ale chodź tu i patrz, czy dobrze robię. I stałam, i patrzyłam, zamiast swoje robić. Co za frajda była. Podejrzewam, że gdyby nie było synów, pewnie Ty musiałabyś nadzorować…Pozdrowienia winogronowe zresztą.

    • 26 maja 2015 o 13:17

      O to to… mój zawsze twierdzi, że nawet jak stoję i tylko patrzę, to mu lepiej wszystko wychodzi ;) Serdeczności :)

  13. 26 maja 2015 o 11:26

    No to masz trzech bohaterów w swoim domu ;)
    Mój Maż zawsze powtarza, że prawdziwemu facetowi, jak się coś powie, to on to zrobi i nie trzeba mu o tym upierdliwie przypominać co pół roku…

  14. 26 maja 2015 o 17:01

    Latorośle do sadzenia winnej latorośli, to jest naprawdę dobre hasło, które jakiemuś marketerowi można sprzedać za duże pieniądze :-)

    • 27 maja 2015 o 09:07

      Hegemonie, możesz je sprzedać.. będziesz miał kasę na podróże ;)

  15. ~Kjujewna
    27 maja 2015 o 16:15

    No prosze jak ladnie – to sie nazywa praca zespolowa! Musi byc „szefostwo” i sila robocza, bo inaczej nikt nie wie co i jak ;) A najwazniejsze ze beda winogrona!

    • 28 maja 2015 o 08:07

      O tak… dyrekcja.. czyt. ja .. zleciła wykonanie zadania, a kierownik z brygadą wykonali :D

  16. 29 maja 2015 o 17:30

    No to Cons ja Ci zazdroszczę takiej zwartej ekipy roboczej. U mnie jak tylko pada hasło sprzątamy albo coś robimy to nagle moi dwaj panowie się ulatniają gdzieś lecz nie wiadomo gdzie :) W ogrodzie ślubny najczęściej coś tam działa sam bo ja niestety nie dam rady mu pomóc ze względów zdrowotnych, a syna nie dopuści bo twierdzi, że on schrzani robotę, a sam lepiej to wszystko zrobi, no to niech robi i narzeka potem, że nikt mu nie pomoże. Ech z tymi chłopami to tak źle i tak niedobrze, a mówi się, że nie dogodzisz kobiecie i jej nie zrozumiesz bo jest niezdecydowana. Więc o co kaman? ;)

    Cmok, cmok :)

    • 31 maja 2015 o 10:39

      Gabrysiu :) jeszcze się taki nie urodził, co by rozgryzł ten dylemat :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *