Wzięta na litość. Kto z kim i za co?

Ostatnimi czasy dużo się działo. Rzekłabym nawet bardzo dużo. Najpierw zmarł współlokator Grześka. Zasłabł nad ranem i on go reanimował, gdyż jako były komandos miał pierwszą pomoc w małym palcu. Jednak w szpitalu nie potrafili mu pomóc. Ponieważ pogrzeb odbywał się tylko 30 km od sanatorium, Grzesiek pojechał i wrócił rozładowany emocjonalnie. Duże chłopisko, a jak o tym opowiadał,  miał łzy w oczach.

Ech. Jakoś tak głupio mi się zrobiło, że oto w poprzednim wpisie miałam ochotę zmienić go na nowszy model. W związku z powyższym odstawiłam wszystkich i spędzałam większość czasu tylko z nim. Pensjonariusze, oraz obsługa naszego piętra, dobrze nas poznali, bo w każdej wolnej chwili przesiadywaliśmy na korytarzu zatopieni w rozmowach o życiu. Wieczorami wychodziliśmy razem na tańce, a po nich znów siedzieliśmy i rozmawialiśmy, niejednokrotnie, aż do obchodu. Gdzieś tam na dole sanatorium działy się sceny iście jak z filmu akcji, a my…  w innej galaktyce.

Oto dwóch panów,  po meczu Polska – Niemcy,  pobiło się tak mocno, że zdemolowali swój pokój i połowę korytarza. Dopiero policja dała sobie radę, zamykając krewkich kibiców w odpowiednim miejscu. W kolejnym dniu, dwie panie tuż po powrocie z rozrywkowego wieczoru, skoczyły sobie do oczu. Podobno poszło o absztyfikanta  z innego ośrodka. Zrobiły to w recepcji, lecz nie pytajcie o szczegóły, bo akurat w tym czasie mnie tam nie było. I znów policja nie miała litości i zwinęła krewkie damy. Doszły mnie również słuchy, że pewna pani biegała naga po korytarzu, lecz pewności nie dam, iż to nie była li jedynie plotka rozsiewana przez mężczyzn spragnionych mocnych wrażeń. Oczywiście wszystkim zakłócającym spokój wystawiono wilczy bilet i kazano zapłacić po 7000 PLN – ów za pobyt ( słownie: siedem tysięcy )

Mniej więcej w tym samym czasie, rozpadł mi się mój telefon z klapką. Ot, tak sam z siebie. Naprawdę. Nie ukrywam, czułam do niego duży sentyment, wszak tyle z nim przeżyłam sytuacji mrożących krew w żyłach. W pierwszym momencie się ucieszyłam. Oto spadła mi smycz z szyi. Dopiero po chwili zrozumiałam, że jak nie załatwię sobie jakiejś zastępczej komórki nie będę miała kontaktu nie tylko z Małżem, lecz z dziećmi. Zobligowałam więc córkę, aby  przysłała taki wiekowy egzemplarz, w którym kalendarz kończył się na 2011 roku.  Wczoraj odebrałam go z poczty głównej, rozpakowałam, westchnęłam i znów wślizgnęłam się w okowy nawigacji całodobowej.

A dziś Grześ wyjechał i jakoś tak dziwnie się czuję, bo nie mam z kim pogadać. Nie powiem, zaraz po kolacji otrzymałam propozycję pójścia na kawę od zupełnie nowego kuracjusza, jednak nie skorzystałam, bo o czym niby mam z nim rozmawiać?

Tak zupełnie na marginesie powinnam chyba dodać, że żadnych na siebie namiarów nie mamy, więc proszę niczego mi nie imputować.

  31 comments for “Wzięta na litość. Kto z kim i za co?

  1. 12 września 2015 o 05:47

    Współczuję Grzesiowi. Szkoda, że już nie masz z kim pogadać. Wiem, co czujesz, bo ja też lubię długie, mądre i z nutką filozofii rozmowy.
    Dobrze, że znalazł się telefon z zakamarków domowej atmosfery. :) .
    Pozdrawiam Consku bardzo serdecznie. :)

    • 12 września 2015 o 10:49

      Tereso, jak dobrze, że współczujesz Grzesiowi :) Ściskam :)

  2. ~2lucia
    12 września 2015 o 08:36

    Tez mam taki wiekowy telefon ( chociaż tylko wygląd zewnętrzny ma straszny a w środku wciąż jest świetnym, wypasionym aparatem). Ratował mi nie raz życie w sieci kiedy znikały inne komórki. Teraz jak mi ukradli torebkę też. A ponieważ pokazuje wciąż kontakty służy jako książka telefoniczna kiedy czegoś szukam.
    Rozmowy filozoficzne ostatnio mnie przerastają ale w sanatorium to mogą być ciekawym przerywnikiem . Buziaki

    • 12 września 2015 o 10:53

      Luciu, musimy więc zachować owe zabytki, bo nie znasz dnia ni godziny :) Ściskam :)

  3. 12 września 2015 o 08:45

    Wiedziałam, że w sanatoriach bywa ciekawie, ale że aż tak…A sąsiad Grzesia? W sumie dziwne, bo przecież kuracjusze są chyba dokładnie badani przed? Ale w końcu, skoro nawet sportowcom się zdarza?
    Pozdrawiam obolała i faktycznie muszę zabiegami się zainteresować….

  4. 12 września 2015 o 15:08

    Ajć..
    Zawsze warto mieć z kim porozmawiać, a gorzej, kiedy się nie ma z kim, ale wtedy MY, blogowicze jesteśmy! :-)

    • 25 września 2015 o 12:40

      Dokładnie Shorty :) gorzej jak się chce pogadać a nie ma dostępu do neta :(

  5. 12 września 2015 o 18:37

    ech…może to i lepiej, że telefon się rozpadł. choć ja też mam sentyment do sprawdzonych prostych telefonów i bardzo nie lubię ich zmieniać, a co do Grzesia – to no cóż…

    • 25 września 2015 o 12:40

      Ech… wzdech… co do telefonów i Grzesia rzecz jasna :(

  6. 12 września 2015 o 21:27

    uuu no to się porobiło nie ładnie może będzie z kim rozmawiać jeszcze .. Telefon-smycz doskonałe porównanie ja mam bez klapki ale tęsknie za telefonami z klapką idealne. pozdrawiam

    • 25 września 2015 o 12:42

      No cóż… teraz pozostały mi jedynie wirtualne rozmowy. Serdeczności :)

  7. 12 września 2015 o 21:32

    Tak sobie czytam i coraz bardziej mnie korci, żeby też pojechać… Nie żebym chciał się z kimś bić, ale może o mnie będą się biły?

    • 25 września 2015 o 12:44

      Jeżeli już to jedź do Ciechocinka, tam na bank będą się biły o Ciebie, bo tam zawsze jest deficyt mężczyzn>

  8. 12 września 2015 o 22:03

    Sa takie chwile w zyciu, ze trzeba z kims porozmawiac. Tak sobie mysle, ze dobrze dla Grzesia, ze wtedy bylas.

  9. 14 września 2015 o 07:23

    Dzieje się! :)

  10. 14 września 2015 o 17:31

    Nie imputuję, ale..szkoda takiego dobrego rozmówcę tracić z oczu…i z uszu!
    Długo tam jeszcze będziesz?

    • 25 września 2015 o 12:46

      Już dwa tygodnie jestem w hacjendzie, ale jakoś pozbierać się nie mogłam. Ale już obiecuję, że nadrobię zaległości blogowe :)

  11. 17 września 2015 o 10:36

    hej.musiałam się przenieść jak coś to teraz nie zagubiona29.blog.pl ale butterfly29.blog.pl. Czasem zaglądasz do mnie to pomyślałam że info się przyda :)

  12. 19 września 2015 o 08:08

    Hej co jest nie tak ? Chce nadrobic zaleglosci a widze tylko ostatni wpis ?

    • 25 września 2015 o 12:48

      Ada, jakoś tak nie miałam serca do blogowania, ale już mi przeszło :)

  13. ~elżbieta
    20 września 2015 o 21:02

    Dobrze, że można znaleźć wszędzie ludzi, z którymi chcemy rozmawiać nawet do rana. Jakby powiedziała bohaterka „Ani z Zielonego Wzgórza” Ania…… bratnią duszę.
    Pozdrawiam Consku:)

  14. 21 września 2015 o 10:41

    Czasami człowiek, z którym dobrze się rozmawia, to najcenniejszy skarb…

    • 25 września 2015 o 12:50

      Hegemonie … doskonale to ująłeś ;)

  15. 22 września 2015 o 11:24

    O rany, ledwo zniknęłam na chwilę a tu jakieś swawole i bezeceństwa … Ale juz jestem! I sobie poczytam co to się dzialo w międzyczasie tak zwanym :D

    • 25 września 2015 o 12:51

      Heloł Puszkowa :) Również muszę nadrobić zaległości :)

  16. 22 października 2015 o 19:35

    ale się dzieje :) W drodze nad morze przejeżdżaliśmy właśnie koło Ciechocinka, a że to była noc to nie bardzo chciało nam się zwiedzać.

    • 24 października 2015 o 17:03

      Oj Kochana… Ciechocinek?… toż to sodoma z gomorą :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *