Category: urzędowe zmagania

tort

Sieczka i karma. Ciasto kluczem do wyższej półki.

Nie wiem, co ze mną nie tak ? Bo niby w mym życiu dużo się dzieje dobrego i niekoniecznie dobrego, jednakże wszystko to, ginie w mrokach niepamięci, bo miast ogół zdarzeń mozolnie spisywać na blogowych łamach, śledzę kolejne sezony  naćpanych pielęgniarek amerykańskich, mordercy morderców i eleganckich polityków… też amerykańskich. Rzygam panoramicznie  tą amerykańską sieczką, lecz nie mogę się powstrzymać. O…

tęcza

Luty, napięcia i nawilżania typu różnego. Czas na zmiany.

Luty mija pod znakiem napięcia, wszelkiego. Z konkursu nie zadzwonili i już raczej się nie dodzwonią. Otóż, komórka moja osobista wysunęła się z kieszeni i wpadła  w kałużę podczas wysiadania z rakiety. Szybciutko ją wyciągnęłam, lecz niestety była wodoszczelna inaczej. Inaczej,gdyż wody wpuszczonej do środka, nie wypuściła, o czym dowiedziałam się nieco później. Mam nadzieję, że nie za późno. Teraz…

nago

Zabawa w ciuciubabkę. Sanatoryjne klimaty.

Dziś doszłam do wniosku, że miejscówka w recepcji jest jednak newralgiczna. Gro ludzi nowo poznanych kojarzy mnie właśnie stąd… – Aaaaa, to ta pani, co siedzi z laptopem przy wejściu. Prawdą jest że z laptopami nie siedzę jako jedyna, ale tylko ja siedziałam na krześle. Jak za karę. W końcu załapałam, że tuż za rogiem są kanapy a za kanapami…

putin

Student zawsze znajdzie sposób. Z górki i pod górkę.

Pozostając w klimatach leczniczych, chciałam donieść o tym, jak to los potrafi być przewrotny. Jednego dnia chwalę się jak to przy ” pomocy fartucha”  zaoszczędziłam sobie parę godzin życia, a kilka dni później dowiaduję się, że nie wszędzie można wywinąć taki numer. No to może jaśniej. Jak jeszcze leżałam w szpitalu, Córka złamała palec u nogi. Nie założyli gipsu tylko…

dziura

Niekompetencja urzędnika. Czarna dziura znalazła właściciela.

Dziś jestem już spokojna jak wieś sielska i anielska. Ale przez ostatnie dni balansowałam na granicy wytrzymałości nerwowej.  A wszystko przez przetarg, który dotyczył kawałka   użytkowanej przez nas działki . No to może zacznę od początku. Otóż kilka lat temu, okazało się, że to co uważaliśmy za naszą własność, wcale naszą własnością nie jest. No powiem szczerze, że wówczas…