Słowo na niedzielę. Drugie życie pierwszej żony.

Szansę, że wczorajszą datę będę miała wypisaną na nagrobku, jako drugą po dacie urodzin, była 50 na 50. Dziś jeszcze dochodzę do siebie. A przecież mogłoby już mnie tu nie być. W zderzeniu z rozpędzonym samochodem terenowym, moja Rakieta nie miałaby szans. A wszystko przez to, że mój Starszy, kierujący autem, nie dostrzegł zbliżającego się samochodu. Być może słońce go oślepiło, albo moje paplanie rozkojarzyło. No nie wiem ? A przecież przy wyjeździe z drogi podporządkowanej, trzeba zachować maksimum ostrożności. Dosłownie centymetry uchroniły nas przed bocznym zderzeniem. A tak naprawdę, to wierzę, że mój Anioł Stróż maczał w tym skrzydła.

Dzisiejszy dzień upływa mi na rozmyślaniach o sensie i bezsensie.Doszłam do wniosku, iż są dwa najważniejsze dni w życiu człowieka… pierwszy to dzień, w którym się urodził… drugi to ten, w którym zrozumiał po co. No i uświadomiłam sobie, że ja niestety jeszcze nie wiem. To straszne, czy można coś poradzić na moją niewiedzę ? Dzień się jeszcze nie skończył, więc może dojdę do jakichś konkretnych wniosków. Może coś postanowię na poczet darowanego życia.Jakieś sugestie?

Muszę również donieść, że świętowanie moich urodzin przesunęło się w czasie, o cały miesiąc. Bo oto, tuż po dniu, w którym dostałam pierścionek, do domu przyjechała córcia. Moja Trójca świetna zebrała się i przywołała mnie do siebie, a potem wręczyła …. no… jak myślicie?… Tak właśnie. Drugą granatową torebeczkę z ślicznym kolczykami pasującymi do pierścionka. Wyściskałam moje latorośle. Tym razem obeszło się bez łez. Ale fakt, faktem, że miałam do  siebie żal, iż zwątpiłam w pamięć swych dzieci. Wcześniej czułam się jak zapomniana piłka plażowa leżąca w kącie ogrodu, przysypana śniegiem. A tu taki suprajs. Dobra. Inna by się chwaliła, ja mówię jak jest. Poniżej przedstawiam fotkę na życzenie.

Na zakończenie dodam tylko, że od teraz jestem jeszcze większą optymistką, która żyje chwilami. Ciągle jeszcze. HA!

 

prezenty